Minął tydzień
Chyba to będzie już dziesiąty tutaj...
Tak, nie pisałem już prawie tydzień. Ale mam ku temu powody...
Na wstępie dzięki za sygnały świadczące, że mój blog ma stałych Odwiedzaczy - cieszy mnie to i stymuluje do dalszego pisania!
Przyznam nieskromnie, że głównym powodem pisania tego nieanonimowego pamiętnika jest chęć pozostawienia po sobie śladu...dla samego siebie. Tak sobie wyborażam, że za kilka (naście) latek będę z przyjemnością przeglądał te wpisy - oczywiście z Waszymi komentarzami.
Ok, wracając do Irlandii ;-)
Po pierwsze nie jestem już sam w domu.
Znaczy się przyjechał mój Współspacz. Generalnie nie spodziewałem się po sobie, że tak się z tego ucieszę (no bo wiecie skończy mi się wożenie D.... odstąpionym autem). Ale naprawdę w mieszkaniu nie ma już pustki jak wcześniej. Mam oczywiście z kim porozmawiać itp.
Po drugie głową jestem już na lotnisku we czwartek wieczorem.
Przylatuje moja Ekipa. Na całe 9 dni!. Mam nieco moralniaka, że Hania nie będzie w szkole przez cały tydzień, ale z drugiej strony mamy plany na spędzenie bardzo ciekawych kilku kolejnych dni razem. To będzie ich takie pierwsze zaznajomienie z Irlandią.
Po trzecie - robimy wycieczkę po Wyspie!
Wyjeżdżamy w sobotę rano, wracamy w poniedziałek wieczorkiem. Jedziemy na zachód a potem wzdłuż wybrzeża na południe. Trasa w skrócie: Galway, Limerick, Cork, Cowh. Chcemy zobaczyć Klify, Connemara, Park Narodowy Killarney.
Współspacz ma akurat wolne i bardzo się w wyjazd zaangażował. Jest managerem w jednym z dublińskich hoteli więc noclegi załatwia bocznymi kanałami (znaczy się taniej). Ja z kolei bardzo się cieszę, że On z nami będzie bo:
Dziś w zasadzie mamy już potwierdzenia wszystkich rezerwacji więc sprawa się krystalizuje i zaczynam się coraz bardziej nakręcać na wyjazd ;-)
Po wszystkim zmierzam napisać dość obszerną relację z wycieczki.
Oprócz tego trwa przygotowanie bazy logistycznej ;-)
Hehe - trzeba wszystko zaplanować:
Zatem przebieram nóżkami, Justyna robi zakupy w Polsce (chleb prosto z piekarni!) i odliczamy dni - a za niedługo minuty - do naszego spotkania...
Tymczasem.
Przemek podekscytowany.
Na wstępie dzięki za sygnały świadczące, że mój blog ma stałych Odwiedzaczy - cieszy mnie to i stymuluje do dalszego pisania!
Przyznam nieskromnie, że głównym powodem pisania tego nieanonimowego pamiętnika jest chęć pozostawienia po sobie śladu...dla samego siebie. Tak sobie wyborażam, że za kilka (naście) latek będę z przyjemnością przeglądał te wpisy - oczywiście z Waszymi komentarzami.
Ok, wracając do Irlandii ;-)
Po pierwsze nie jestem już sam w domu.
Znaczy się przyjechał mój Współspacz. Generalnie nie spodziewałem się po sobie, że tak się z tego ucieszę (no bo wiecie skończy mi się wożenie D.... odstąpionym autem). Ale naprawdę w mieszkaniu nie ma już pustki jak wcześniej. Mam oczywiście z kim porozmawiać itp.
Po drugie głową jestem już na lotnisku we czwartek wieczorem.
Przylatuje moja Ekipa. Na całe 9 dni!. Mam nieco moralniaka, że Hania nie będzie w szkole przez cały tydzień, ale z drugiej strony mamy plany na spędzenie bardzo ciekawych kilku kolejnych dni razem. To będzie ich takie pierwsze zaznajomienie z Irlandią.
Po trzecie - robimy wycieczkę po Wyspie!
Wyjeżdżamy w sobotę rano, wracamy w poniedziałek wieczorkiem. Jedziemy na zachód a potem wzdłuż wybrzeża na południe. Trasa w skrócie: Galway, Limerick, Cork, Cowh. Chcemy zobaczyć Klify, Connemara, Park Narodowy Killarney.
Współspacz ma akurat wolne i bardzo się w wyjazd zaangażował. Jest managerem w jednym z dublińskich hoteli więc noclegi załatwia bocznymi kanałami (znaczy się taniej). Ja z kolei bardzo się cieszę, że On z nami będzie bo:
- Jest bardzo wyluzowanym gościem i sam w sobie jest Atrakcją ;-)
- Będzie naszym przewodnikiem. Chociaż nie jest Irlandczykiem to w pełni się z tym krajem integruje, mieszka tutaj od siedmiu lat i jest doskonale zorientowany w sprawach dnia codziennego. O Keithcie zamierzam napisać osobną "notkę biograficzną, powoli się do tego zbieram...
- Cieszę się, że dzieciaki będą miały obcokrajowca koło siebie - niech rozmawiają jak najwięcej po angielsku!
- Przyznam, że ja się nieco pewniej czuję wiedząc, że jako kierowców jest nas dwóch (Justyna dzielnie walczy z niedobrymi Egzaminatorami ;-) ).
Dziś w zasadzie mamy już potwierdzenia wszystkich rezerwacji więc sprawa się krystalizuje i zaczynam się coraz bardziej nakręcać na wyjazd ;-)
Po wszystkim zmierzam napisać dość obszerną relację z wycieczki.
Oprócz tego trwa przygotowanie bazy logistycznej ;-)
Hehe - trzeba wszystko zaplanować:
- Rodzinka przylatuje we czwartek późnym wieczorkiem. Keith pracuje na noc to akurat zawiozę go do Park Plaza Tyrellstown i pojadę prosto na lotnisko.
- Nocleg dzieciaki i Teściowa (bo przylatuje jeszcze mama Justyny) nocują w moim pokoju - łóżko jest gigantyczne - zmieszczą się bez problemu we troje - zresztą to jedna noc. My z Justyną skorzystamy z kanapy w salonie. Jako opcja jest jeszcze pokój Keitha który już oczywiście się zaoferował że przecież go nie ma a łóżko zostanie puste. Justyna się nieco wzdraga przed czymś takim - trochę się jej nie dziwię - łazienka Keitha wymaga... intensywnego czyszczenia. Zobaczymy - Jutro Keith zaplanował generalnie sprzątanie pokoju - poczuł się ;-)).
- W Piątek wychodzę normalnie do pracy, ale urywam się po cotygodniowym Piątkowym spotkaniu. Będzie czternasta. Do tego czasu Moja Czwórka będzie się zaznajamiała z domem ;-) Lodówka zapełniona - jutro kupuję jeszcze świeże pieczywko i nabiał. Zakupy dokonuję pod komendę Justyny bo mają być na śniadanie i obiad dla czterech osób, a nie spodziewam się aby Justyna szła do sklepu (jest po prostu dość daleko).
- Koło 17ej odbieram Keitha i jedziemy odebrać autko z wypożyczalni, wracamy w dwa autka do Citywest. Tutaj chwila i jedziemy do Trimu zawieść mamę do Pawła. On ją zaprosił a ja zobowiązałem się Ją tam dotransportować. Keith pracuje również w piętek w nocy.
- Wracamy jeszcze w Piątek wieczorkiem. Nocleg w domu, Keith wraca z rana, wsiadamy do autka i wyjazd w kierunku Atlantyku ;-)
Zatem przebieram nóżkami, Justyna robi zakupy w Polsce (chleb prosto z piekarni!) i odliczamy dni - a za niedługo minuty - do naszego spotkania...
Tymczasem.
Przemek podekscytowany.

