Szlakiem Military Road
wycieczka
W niedzielę jako, że była u mnie Justyna skorzystaliśmy z pogody i postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę przez góry Wicklow.
Już od dawna miałem ochotę na wyprawę w tamtą okolicę, kilka postów wstecz jest nawet minirelacja z krotkiego wypadu na jaki pozwoliłem sobie w poprzednie niedzielne popołudnie.
Tym razem korzystając z autka, jakie zostawił mi Keith zatankowałem do pełna i ruszyliśmy na całodzienną wyprawę trasą R115 znaną również jako Military Road. Jest to stara droga poprowadzona przez góry jeszcze za czasów obecności Anglików tutaj. Droga miała pomóc w walce z partyzantami ukrywającymi się w górach.
Przed dalszą "drogą" zapraszam na krótki rys historyczny dostępny na Wiki.
A oto plan naszej trasy:
Generalnie chcieliśmy:
Wyjazd z miasta
Najlepszy dojazd do punktu startu mamy jadąc w tamte okolice autostradą M50. Polecam dostanie się do krzyżówki z R113 tutaj skręcamy w kierunku miasta i jedziemy aż do skrzyżowania z R115. Dostawszy się na R115 kierujemy się na południe mijając M50.
Uwaga: nie ma bezpośredniego zjazdu z M50 na R115! W miejscu skrzyżowania M50/R115 jest wiadukt!
Sam się na to naciąłem: chciałem być mądrzejszy od mojego iGo i zamiast zjechać wcześniej z autostrady dojechałem do tego właśnie wiaduktu. Oczywiście z braku laku musiałem pojechać dalej, zjechać przy najbliższej okazji i bocznymi uliczkami (teraz już słuchając nawigatora) dotrzeć w okolice punktu A.
Jako pomoc jeszcze powiększenie tego kawałka:
Już na trasie
Po przejechaniu pod autostradą (mapka powyżej) droga zaczyna piąć się ostro w górę - dobry znak: jedziemy zgodnie z planem ;-)
Uwaga na zakręty! Czasami jest sytuacja, że droga zakręca prawie 90 stopni z niewielkim łukiem, dodatkowo nie widzimy co jest za zakrętem (bardzo wysokie pobocze). Na szczęście zakręty są dobrze oznakowane - co chwilę mamy wymalowane SLOW a czasami nawet DEAD SLOW (?).
Po kilku kilometrach mamy możliwość zatrzymania się w niewielkim lasku (po lewej stronie jest przygotowany parking). Można zostawić autko i iść wyżej - domniemam, że chodzi o jakiś punkt widokowy. Nie wspinaliśmy się tam ponieważ widok z drogi przy parkingu i tak już był sympatyczny. Na fotce poniżej polecam prawy górny róg - zatoka Dublińska i jak się dobrze przypatrzymy to widać półwysep Howth - bardzo malownicze miejsce, mam kilka fotek - postaram się je zawiesić w przyszłych postach.
W prawdziwe góry
Jedziemy dalej i dojeżdżamy do rozjazdu dróg charakterystycznego tym, że odbicie w lewo jest bardzo ostre i pod górkę. Tutaj mieliśmy przyjemną przygodę: zatrzymaliśmy się i pochyliliśmy nad mapami celem upewnienia się co do drogi.
Nagle pukanie w okno - rowerzysta:
- Hej, zgubiliście się?
- Hej, chyba tak - trochę się zastanawiamy którędy teraz - kierujemy się na Sally Gap.
- Droga jest tu i tu.
Generalnie same wskazówki nie były superpomocne. Zapewne sami byśmy sobie poradzili, jednak bardzo miłe było to, że ktoś wcale o to nieproszony zsiadł z roweru i zaoferował pomoc. Właśnie takie drobnostki są tutaj przyjemne.
Dalsze kilka kilometrów to droga przez gołe torfowiska. Mało drzew, wieje ciepły wiatr (Justyna była odmiennego zdania;).
No i te widoki.
Mam wrażenie (i chyba nie mylę się prawdą), że w tych okolicach kręcono Braveheart.
Po kilku kolejnych kilometrach mamy kolejny taras widokowy, w tle mamy jeziorko - nieco przypominające nasze Morskie Oko. To prawdopodobnie Lake Bray Lower oraz drugie - Lake Bray Upper. Dobre miejsce do zrobienia pamiątkowej fotki z czego skwapliwie skorzystaliśmy ;-)
Sally Gap
Kolejne kilka kilometrów wśród torfowisk w rudo-brązowej-zielonej scenerii i nareszcie docieramy do Przełęczy Sally Gap.
Skrzyżowanie na środku tego łysego obszaru jest dokładnie takie jak sobie wyobrażałem - pusto, tylko dwie krzyżujące się kiepskie drogi. I wszędzie daleko ;-)
Pamiątkowe foto oczywiście obowiązkowe.
Dalej na południe
Z przełęczy trzymamy się dalej drogi R115 i kierujemy się na południe w kierunku Glendalough. Po drodze widzieliśmy gromadę naganiaczy i myśliwych z psami. Polowali na lisy, zające. Po kilku kilometrach daje się odczuć, że zjeżdżamy z gór.
Obowiązkowe hamowanie silnikiem - nasza Mazda radziła sobie całkiem przyzwoicie ;-)
Mniej więcej w połowie drogi między Sally Gap a Glendalough można zatrzymać auto na boku i iść pieszo do Wodospadu (nie wiem jaka dokładna nazwa). My tam nie poszliśmy, ponieważ wystarczyło nam to co widzieliśmy prosto z parkingu - wspaniały widok na całą dolinę ciągnącą się aż do samego Glendalough.
Na dnie doliny kilka zagród, owce na polach, potok. Cisza i sielanka. Coś pięknego - zobaczcie zresztą sami:
Dalsza droga, przyznaję, została odłożona na kolejną wycieczkę.
Byliśmy już coraz mocno głodni - przejazd ostatnie kilkanaście kilometrów zajął nam dobre trzy godzinki.
Tak więc bez specjalnego zatrzymywania się obraliśmy kurs drogą R756 w kierunku N81. Bardzo malownicze widoki - na pewno do odwiedzenia w przyszłości.
Hollywood
Do N81 dojeżdżamy w miejscowości Hollywood ;-).
Nazwa nie jest przypadkowa - góry spowodowały, że faktycznie w okolicy nagrywa się sceny do mniej lub bardziej znanych filmów (najbardziej znany to właśnie BraveHeart).
Zaraz przy wjeździe po prawej stronie jest kilka knajpek, gdzie skorzystaliśmy z posiłku.
Od razu lepiej, potem wskakujemy na N81 i za około 30 minut jazy wyskakujemy na CityWest.
Cała droga zajęła ok 5 godzin i 70 kilometrów jazdy.
Już od dawna miałem ochotę na wyprawę w tamtą okolicę, kilka postów wstecz jest nawet minirelacja z krotkiego wypadu na jaki pozwoliłem sobie w poprzednie niedzielne popołudnie.
Tym razem korzystając z autka, jakie zostawił mi Keith zatankowałem do pełna i ruszyliśmy na całodzienną wyprawę trasą R115 znaną również jako Military Road. Jest to stara droga poprowadzona przez góry jeszcze za czasów obecności Anglików tutaj. Droga miała pomóc w walce z partyzantami ukrywającymi się w górach.
Przed dalszą "drogą" zapraszam na krótki rys historyczny dostępny na Wiki.
A oto plan naszej trasy:
Generalnie chcieliśmy:
- dotrzeć do Sally Gap - to miejscem (na mapie w okolicach punktu B), gdzie w centrum gór krzyżują się dwie drogi. Jest tam taki "legendarny" drogowskaz, przy którym koniecznie chcieliśmy pstryknąć sobie fotkę.
- potem jechać jeszcze na południe do miejscowości Glendalouhg, tutaj w prawo aż do N81.
- a potem się zobaczy jak będziemy czasowo - albo prosto do Dublina albo w poŁowie drogi znowu w prawo znowu przez Sally Gap (tylko tą drugą drogą) aż do R755.
Wyjazd z miasta
Najlepszy dojazd do punktu startu mamy jadąc w tamte okolice autostradą M50. Polecam dostanie się do krzyżówki z R113 tutaj skręcamy w kierunku miasta i jedziemy aż do skrzyżowania z R115. Dostawszy się na R115 kierujemy się na południe mijając M50.
Uwaga: nie ma bezpośredniego zjazdu z M50 na R115! W miejscu skrzyżowania M50/R115 jest wiadukt!
Sam się na to naciąłem: chciałem być mądrzejszy od mojego iGo i zamiast zjechać wcześniej z autostrady dojechałem do tego właśnie wiaduktu. Oczywiście z braku laku musiałem pojechać dalej, zjechać przy najbliższej okazji i bocznymi uliczkami (teraz już słuchając nawigatora) dotrzeć w okolice punktu A.
Jako pomoc jeszcze powiększenie tego kawałka:
Już na trasie
Po przejechaniu pod autostradą (mapka powyżej) droga zaczyna piąć się ostro w górę - dobry znak: jedziemy zgodnie z planem ;-)
Uwaga na zakręty! Czasami jest sytuacja, że droga zakręca prawie 90 stopni z niewielkim łukiem, dodatkowo nie widzimy co jest za zakrętem (bardzo wysokie pobocze). Na szczęście zakręty są dobrze oznakowane - co chwilę mamy wymalowane SLOW a czasami nawet DEAD SLOW (?).
Po kilku kilometrach mamy możliwość zatrzymania się w niewielkim lasku (po lewej stronie jest przygotowany parking). Można zostawić autko i iść wyżej - domniemam, że chodzi o jakiś punkt widokowy. Nie wspinaliśmy się tam ponieważ widok z drogi przy parkingu i tak już był sympatyczny. Na fotce poniżej polecam prawy górny róg - zatoka Dublińska i jak się dobrze przypatrzymy to widać półwysep Howth - bardzo malownicze miejsce, mam kilka fotek - postaram się je zawiesić w przyszłych postach.
W prawdziwe góry
Jedziemy dalej i dojeżdżamy do rozjazdu dróg charakterystycznego tym, że odbicie w lewo jest bardzo ostre i pod górkę. Tutaj mieliśmy przyjemną przygodę: zatrzymaliśmy się i pochyliliśmy nad mapami celem upewnienia się co do drogi.
Nagle pukanie w okno - rowerzysta:
- Hej, zgubiliście się?
- Hej, chyba tak - trochę się zastanawiamy którędy teraz - kierujemy się na Sally Gap.
- Droga jest tu i tu.
Generalnie same wskazówki nie były superpomocne. Zapewne sami byśmy sobie poradzili, jednak bardzo miłe było to, że ktoś wcale o to nieproszony zsiadł z roweru i zaoferował pomoc. Właśnie takie drobnostki są tutaj przyjemne.
Dalsze kilka kilometrów to droga przez gołe torfowiska. Mało drzew, wieje ciepły wiatr (Justyna była odmiennego zdania;).
No i te widoki.
Mam wrażenie (i chyba nie mylę się prawdą), że w tych okolicach kręcono Braveheart.
Po kilku kolejnych kilometrach mamy kolejny taras widokowy, w tle mamy jeziorko - nieco przypominające nasze Morskie Oko. To prawdopodobnie Lake Bray Lower oraz drugie - Lake Bray Upper. Dobre miejsce do zrobienia pamiątkowej fotki z czego skwapliwie skorzystaliśmy ;-)
Sally Gap
Kolejne kilka kilometrów wśród torfowisk w rudo-brązowej-zielonej scenerii i nareszcie docieramy do Przełęczy Sally Gap.
Skrzyżowanie na środku tego łysego obszaru jest dokładnie takie jak sobie wyobrażałem - pusto, tylko dwie krzyżujące się kiepskie drogi. I wszędzie daleko ;-)
Pamiątkowe foto oczywiście obowiązkowe.
Dalej na południe
Z przełęczy trzymamy się dalej drogi R115 i kierujemy się na południe w kierunku Glendalough. Po drodze widzieliśmy gromadę naganiaczy i myśliwych z psami. Polowali na lisy, zające. Po kilku kilometrach daje się odczuć, że zjeżdżamy z gór.
Obowiązkowe hamowanie silnikiem - nasza Mazda radziła sobie całkiem przyzwoicie ;-)
Mniej więcej w połowie drogi między Sally Gap a Glendalough można zatrzymać auto na boku i iść pieszo do Wodospadu (nie wiem jaka dokładna nazwa). My tam nie poszliśmy, ponieważ wystarczyło nam to co widzieliśmy prosto z parkingu - wspaniały widok na całą dolinę ciągnącą się aż do samego Glendalough.
Na dnie doliny kilka zagród, owce na polach, potok. Cisza i sielanka. Coś pięknego - zobaczcie zresztą sami:
Dalsza droga, przyznaję, została odłożona na kolejną wycieczkę.
Byliśmy już coraz mocno głodni - przejazd ostatnie kilkanaście kilometrów zajął nam dobre trzy godzinki.
Tak więc bez specjalnego zatrzymywania się obraliśmy kurs drogą R756 w kierunku N81. Bardzo malownicze widoki - na pewno do odwiedzenia w przyszłości.
Hollywood
Do N81 dojeżdżamy w miejscowości Hollywood ;-).
Nazwa nie jest przypadkowa - góry spowodowały, że faktycznie w okolicy nagrywa się sceny do mniej lub bardziej znanych filmów (najbardziej znany to właśnie BraveHeart).
Zaraz przy wjeździe po prawej stronie jest kilka knajpek, gdzie skorzystaliśmy z posiłku.
Od razu lepiej, potem wskakujemy na N81 i za około 30 minut jazy wyskakujemy na CityWest.
Cała droga zajęła ok 5 godzin i 70 kilometrów jazdy.
Re: Szlakiem Military Road
No cóż.
Nie jesteś Pierwszy, który o to pyta.
Moja odpowiedź jest od 3 tygodni taka sama:
Nie mój samochód, nie ja zakładałem te flagi, nie ja je zdejmę.
Właściciel autka przyjeżdża za ok dwa tygodnie - to zarządzi co dalej.
Współspacz wyleciał na wakacje na prawie miesiąc. W spadku zostawił mi auto z całym inwentarzem. Z modyfikacji tegoż skusiłem się jedynie na wyczyszczenie popielniczek. ;-)
Nie jesteś Pierwszy, który o to pyta.
Moja odpowiedź jest od 3 tygodni taka sama:
Nie mój samochód, nie ja zakładałem te flagi, nie ja je zdejmę.
Właściciel autka przyjeżdża za ok dwa tygodnie - to zarządzi co dalej.
Współspacz wyleciał na wakacje na prawie miesiąc. W spadku zostawił mi auto z całym inwentarzem. Z modyfikacji tegoż skusiłem się jedynie na wyczyszczenie popielniczek. ;-)

