RSS feed
<< Oj oj oj | Home | Takie poranki lubie >>

Samochód

wczesniej czy pozniej musi nadejść (nadjechać ;-) )

Może uda się mieć auto szybciej niż zakładałem.

Do niedawna plan był taki, że rozejrzę się za autem kiedy:
  • zdecydujemy się na przeprowadzkę tutaj,
  • uzbieram ok 4k Euro na ten cel ;)
Na codzień autko nie jest mi niezbędne. W razie potrzeby mam do dyspozycji auto Keitha - ta jego nocna praca powoduje, że w ciągu dnia jest w domu i jeśli tylko nie załatwia swoich spraw "na mieście" to nie ma problemu z korzystaniem.
Dotarcie do AOL to około 15 minut piechotką. Oczywiście jest jeszcze Irlandzka Pogoda, która jest osobnym tematem ;-)
Jednak rodzinka która będzie przyjeżdżać częściej to już inna sprawa i nie chcę planować Ich pobytu na założeniu, ze przez kilka dni będę korzystał z pożyczonego auta.

Tymczasem może okazać się, że przy odrobinie szczęścia może jeszcze w tym roku...

Paweł i Monika, nowi znajomi z okolicy są posiadaczami samochodu. Autko odziedziczyli po jakichś innych znajomych - i kompletnie z niego nie korzystają (uprawnienia do prowadzenia pojazdów zmechanizowanych brak ;-) ...).
Mazda ma 11 lat, jest lekko pokieraszowana i nieużywana od kilku miesięcy. Brak badań technicznych (NCT) oraz ubezpieczenia.
Umówiliśmy się z Pawłem i Moniką, że przejmuję auto w posiadanie: postaram się przywrócić samochód do stanu użytkowania, jeśli się uda to korzystam z niego na bieżąco, a jesli będzie potrzeba z Ich strony i możliwości (czasowe) z mojej - to służę pomocą jako Szofer ;-).

Kto wie? jeśli renowacja autka zamknęła by się w kilkuset Euro + badania (ok 100) + ubezpieczenie (około 1000) to kwota jest do przyjęcia (czytaj: do zapłacenia) w niedalekim czasie...

  • Pierwszy etap - jutro dzwonię do Warsztatu i orientuję się w kosztach przeglądu. Jeśli nie bedzie wygórowana to oddaję autko w ręce mechanika, mam namiary na polskiego - mimo wszystko łatwiej sie dogadać, poza tym dysponuje też lawetą, którą by zatargał samochód do warsztatu: auto jest na chodzie, ale ponieważ nie ma żadnych papierów - nie odważyłbym się wytoczyć nim na publiczne drogi.
Oczekuję od Mechanika, że dokona wszystkich niezbędnych regulacji i ustawień, które pozwolą przejść test NCT.

  • Drugi etap - rejestruję auto na kontrolę techniczną i trzymam kciuki... Jest pierwszy pozytywny sygnał od Losu - cytat z oficjalnej strony NCT:

(...)Przegląd nosi nazwę National Car Test (NCT) i przeprowadzany jest w imieniu władz państwowych przez spółkę National Car Testing Service Ltd (NCTS). (...)

Centrala spółki znajduje się pod Dublinem w Citywest Business Campus. (...)

Toż to moi sąsiedzi! Teraz skojarzyłem ;-) Codziennie rano mijam ten budynek po drodze do AOL...
Może po znajomości przez ścianę przepuszczą mnie jakoś ;-)
  • Trzeci etap - ubezpieczenie. Tutaj może mnie spotkać szok - koszty ubezpieczenia rocznego będą oscylowały w okolicach 1000 euro. Tak - są kosmicznie wysokie. Przy najbliższej okazji przywiozę z Polski moje wszystkie stare polisy z UNIQI. To trochę obniża koszty.

Dużo do zrobienia (i zapłacenia), ale spróbuję - może się uda.

A Wy trzymajcie kciuki ;-)


Dobranoc.



Add a comment Send a TrackBack