RSS feed
<< Trochę o pracy | Home | Liczę dni... >>

Telefonik

historia prawdziwa

Ludzie przywiązują się do przedmiotów.
Uważam, że to zgubna zasada, jednocześnie wiem że trudno nie popaść w tą pułapkę...


Od ponad czterech lat mam do czynienia z telefonem Nokia 6310.
Śmiem twierdzić, że jest to jeden z lepszych modeli ostatnich pięciu lat jaki pojawił się na rynku komórek. Jak dla mnie jest to nokia kultowa.
nokia 6310i nokia 6310i nokia 6310i
Przez pierwsze dwa lata korzystałem z niego naprawdę intensywnie - przynajmniej godzina rozmowy dziennie. Tutaj miałem okazję doświadczyć korzystania z pierwszego zestawu słuchawkowego - na początku nieśmiertelnej kablowej słuchaweczki HC4 (nie chce przekręcić nazwy), a potem z kilku odmian bezprzewodowych na jedno ucho.

Pracując w Azymucie jednym z moich obowiązków była opieka nad "flotą telefoniczną", z tej racji miałem do czynienia z wieloma różnymi aparatami. Króciutkie podsumowanie:

  • Siemens ME45 - twardy zawodnik.
Telefon nie do zdarcia, odporny na wodę, z dobrze trzymającą baterią.
Odporny na upadki, świetna funkcja, głośnik, nie spotykany na swoje czasy. W zestawie kabelek (jeszcze do RS232) dzięki któremu telefonik przez rok wykorzystywałem jako dostęp do internetu (dawno temu byla taka promocja w Plusie - 3G, która w zasadzie dawała ruch  no limit).
Za to, że ceniłem sobie ten telefon powieszę jego fotkę:
siemens me45

  • Sony Ericsson T610 - badziewie jakich mało
Jedyny plus tego telefonu to przyjemny metalowy design.
Czar pryska po kilku dniach zabawy: aparat bardzo delikatny i szybko ulegał uszkodzeniom mechanicznym. Skomplikowane menu z ziarnistym wyświetlaczem. Klawisze wpadające do środka. Poza tym telefon po prostu często się psuł - na około 50 użytkowanych aparatów w ciągu roku padło 7 telefonów. Jak na złość serwis odmówił naprawy gwarancyjnej twierdząc, że telefony uległy zalaniu.

  • Nokia 6230i - przyjemny aparacik
Wersja z literką "i" miała kilka znaczących poprawek w stosunku do podstawowej n6230.
Przede wszystkim dodano, mówiąc potocznie, łechtaczkę. ;-)) Mam na myśli wypustkę w kwadratowym klawiszu nawigacyjnym, dzięki której o wiele wygodniej dało się wybierać opcje z menu. Poza tym jest tam lepsza kamerka (chyba 2 Mpx). Jako przyjemny dodatek zaliczam też radio, które na otwartym powietrzu pozwalało słuchać radia z przyzwoitą jakością (w blaszanym pudełku pt. samochód - już nie;) )


  • Motorola Z3 razor - tak nędzna jak płaska
Po 10 minutach zachwycania się grafitowym designem wpadasz na masakryczne menu po którym błądzisz. Tylko szybko się uwijaj bo za ok 14 godzin padnie Ci bateria!.


Tak jak wspomniałem na początku moim numerem jeden jest nokia 6310i. Telefon ma dokładnie to co oczekuje się od telefonu - służy do wykonywania rozmów głosowych. I ma piekielnie wytrzymałą baterię.

Po dwóch latach regulaminowego korzystania z aparatu w celach służbowych skorzystałem z możliwości odkupienia komórki przy wymianie na nowsze modele i stałem się prywatnym posiadaczem tegoż aparatu. W międzyczasie zdjąłem SIMLOCK i aparat trafił do szuflady na zapas.

Z tego zapasu postanowiłem skorzystać przyjeżdżając do Irlandii. Telefon nie miał blokady a więc zaraz po przylocie trafiła do niego karta METEORA i Nokia rozpoczęła swoje drugie życie ;-)

Do wczoraj.

Wczoraj zgubiłem moją nokię.

Jadąc busem 69 telefon wysunął mi się z kieszeni ortalionu. Ponieważ fotele są w gąbce to nie usłyszałem upadku, a aparat wpadł między oparcie a siedzenie.

Zaraz, kiedy zorientowałem się co i jak złapałem za polską komórkę którą też jeszcze noszę ze sobą i wykonałem kilka prób połączenia. Nikt niestety nie odbierał. Wysłałem jeszcze SMSa (to ja, Właściciel, zgubiłem telefon który właśnie trzymasz - proszę o kontakt). I straciłem nadzieję.

Zły bytem dlatego, że straciłem drobiazg z którym się naprawdę zżyłem i którego byłem zadowolony. Sam SIM nie stanowił wartości ponieważ kontakty tam przechowywane łatwo mogłem odzyskać.
Zły byłem też na siebie za to, że się do tego telefonu przywiązałem i teraz podwójnie odczuwam jego zgubienie.


Wróciłem do domu i wysłałem do znajomych SMSy z tymczasowymi namiarami na mój polski numer.

Za godzinę wrócił Keith, jak zwykle rozmawiał przez telefon. Skończył i mówi:
 - Your phone. He found it.

Okazało się, że po otrzymaniu mojego SMSa zadzwonił na mój numer z nadzieją, że się ktoś odezwie. I faktycznie - z drugiej strony odebrał facet, który znalazł nokię. Tak, oczywiście nie ma problemu wpadnijcie do mnie wieczorkiem na Clondalkin po odbiór.

Wieczorem zjawiliśmy się u drzwi znalazcy, starszego Pana, który faktycznie znalazł nokię w Autobusie, widział moje SMSy ale nie oddzwaniał bo numer był zagraniczny a SMS to on nie bardzo... ;-)

Telefon wrócił w moje ręce bez żadnego kłopotu a Znalazca dał się zaprosić na Guinessa.


Opowiadam tą historię ponieważ jest to kolejna sytuacja, kiedy sprawy potoczyły się tak zaskakująco dobrze. Mam takie smutne przekonanie, że w Polsce ze znacznie większym prawdopodobieństwem telefonu już bym nie dostał z powrotem.

Niech ten post będzie pochwałą Wyspiarzy i Irlandii. Właśnie takie drobne gesty z którymi spotykam się tutaj powodują, że ten kraj potrafi przyjemnie zaskoczyć Nowego, jakim jeszcze długo będę się czuł w Republice Irlandii.

Więcej takich sytuacji opisanych jest na forum gazety.ie








Re: Telefonik

Hmm.. Wydaje mi się, że gubiąc telefon w Polsce, nie wysłałbyś sms z powodu złego nastawienia do ludzi. No i w tym wypadku rzeczywiście byś go nie odzyskał.
Jeśli chodzi o aparaty, to przekonałam się 3 dni temu, że Siemens SX1 w ogóle nie umie pływać. Jakkolwiek ta informacja była dla mnie bez znaczenia, tak mój Krzyś - właściciel telefonu - nie chciał się o tym dowiedzieć. Czym prędzej wyjął telefon z kubka z kawą. 
Ups.. się omsknęło.. Jakoś T610 znosił mnie bezawaryjnie przez 2 lata
Może w serwisie coś poradzą... póki co RIP.

Add a comment Send a TrackBack