RSS feed
<< Parada Św. Patryka | Home | Ubezpieczenie auta cz IV - i przedostatnia >>

Ubezpieczenie auta cz III - i nie ostatnia

miałem nadzieję, że historia nie będzie tak długa i wieloodcinkowa

Ostatni wpis związany z załatwianiem ubezpieczenia zakończyłem słowami:

W Poniedziałek wysyłam fax a Justyna nadaje dokumenty pocztą tradycyjną. Kiedy one do mnie dotrą przepakowuję je i wysyłam do Cork.

I czekamy...

Oto co stało się potem...

Hmm, jakby to napisać:

 - czekamy dalej.

Inaczej mówiąc poczta wysłana do mnie 11 marca do dnia dzisiejszego nie dotarła.
Bummer, skucha, crap, Licho nie śpi.

Najgorsze jest to, że Justyna od czwartku (20go) była u mnie na święta (właśnie dziś wyleciała z powrotem do Łodzi). Gdybym wiedział, że będzie tak a nie inaczej to nie prosiłbym o wysłanie listu tylko poczekał 9 dni i otrzymał papiery osobiście od Niej!.
Jestem zirytowany i zły - w tym trochę na Justynę (nie podała adresu zwrotnego na liście).

Brak papierów od ubezpieczalni oznacza:
  • niemożność udowodnienia lokalnemu ubezpieczycielowi, że moje zniżki w Polsce są anulowane,
  • Ponieważ nie nastąpił żaden postęp w kwestiach ubezpieczeniowych a minęło dwa tygodnie to polisa zostanie prawdopodobnie rozwiązana, albo ubezpieczalnie skontaktuje się ze mną i spyta co dalej? - bierzesz polisę po droższej cenie, czekamy dalej, czy wycofujesz się?
  • Nieważne co zdecyduję to kilka najbliższych dni wracam do pieszych wędrówek do pracy. Jutro wygasa ubezpieczenie tymczasowe (i tak przedłużone o tydzień w związku z oczekiwaniem na papierki).
Jutro Justyna po raz trzeci (!) idzie do UNIQI załatwiać zaświadczenie (no drugi, pierwszy raz pobrała po prostu historię konta). Mam nadzieję, że Panowie Agenci będą dalej tacy pomocni.
Potem tłumaczenie (po raz trzeci!! - cena za usługę co najmniej 50pln).

I teraz Justyna wyśle już przetłumaczone dokumenty bezpośrednio do Cork do biura ubezpieczalni.

To pewnie ze dwa tygodnie od teraz w którym raczej nie będę mógł siadać za kółkiem. Trudno - świat się nie zawali, przez pierwsze pół roku tak maszerowałem z buta do pracy. A pogoda ma się chyba już ku lepszemu (średnio jest 8stopni i słońce).

Najważniejsze, że ostatnie pięć dni było takie jak zaplanowaliśmy.
Odwiedziliśmy Pawła w Trim, byliśmy na Howth, Malahide. Spotkaliśmy się również z nową znajomą @Izabo (rodzinka z dzieciakami od roku w IE). Staram się zawiązywać tego typu znajomości - zbieram jak najwięcej uwag, spostrzeżeń, wrażeń nt. Aklimatyzacja rodzinki po przenosinach do Irlandii.

Jako dzisiejsza wstawka multimedialna dwie fotki z wypadu na Malahide. malahide
malahide



Add a comment Send a TrackBack