rok drugi
No tak, zaczyna się nasz drugi rok w Irlandii z całą rodzinką.
Od tygodnia jestesmy wszyscy znowu razem po wakacyjnych rozjazdach.
Jestesmy tez po przeprowadzce i poukładaniu się w nowych kątach. W dalszym ciągu mieszkamy na/w Springfield - około 3 minuty pieszo od poprzedniego miejsca zamieszkania zatem z tego punktu widzenia zmiana nieodczuwalna.
Cały sierpień spędziliśmy na przyzwyczajaniu się do nowych okoliczoności - zwłaszcza, największej zmiany, jaką jest podjęcie pracy przez Justynę. Praca jest na noc, co jest duzym wyzwaniem.
Dopóki nie było dzieciaków i obowiązków z tym związanych Justyna mogła sobie pozwolić odsypianie z nawiązką. Teraz jest szkoła, obiady dla dzieciaków itp... Zobaczymy jak to będzie...
Dom póki co trafił się, tfu tfu, bardzo dobrze. Mimo, że pogoda póki co nas rozpieszcza (tak - rozpieszcza), to i tak chyba da się zauważyć, że jest cieplejszy.
Wczoraj zaszaleliśmy z wieczorem filmowym (viva torrenty + telewizord z HDMI!), rozpalilismy kominek i szczerze go przyłożyliśmy drewienkiem - nagle okaząło się, że w salonie jest 29 stopni ;-D Tym razem salon jest faktycznie miejscem gdzie się przebywa w ciągu dnia (poprzednio funkcję living roomu pełniła mocno rozszerzona kuchnia).
Ten miesiąc pokazał, że Landlord jest bardzo porządnym człowiekiem. Bez większego zachodu udało nam się skłonić Go do wymiany dwóch łóżek z materacami. Mały przeciek z kaloryfera został naprawiony następnego dnia z rana, no i dla naszej wygody zdecydował się na regulowanie płatności przelewem - zasugerowałem to swojego czasu (naprawdę wydobycie z bankomatu gotówki na czynsz to operacja skomplikowana - dwa dni podchodzenia ze racji na limity wypłat, dodatkowo najczesciej wyplata w niskonominałowych banknotach).
Mała obserwacja na temat gazu - może w następnym wpisie.
Osobna historia - pies (teraz to już Mila) plus sąsiedzi - też temat na osobny wpis.
Tymczasem aby było bardziej kolorowo mały tour po parterze.
Od tygodnia jestesmy wszyscy znowu razem po wakacyjnych rozjazdach.
Jestesmy tez po przeprowadzce i poukładaniu się w nowych kątach. W dalszym ciągu mieszkamy na/w Springfield - około 3 minuty pieszo od poprzedniego miejsca zamieszkania zatem z tego punktu widzenia zmiana nieodczuwalna.
Cały sierpień spędziliśmy na przyzwyczajaniu się do nowych okoliczoności - zwłaszcza, największej zmiany, jaką jest podjęcie pracy przez Justynę. Praca jest na noc, co jest duzym wyzwaniem.
Dopóki nie było dzieciaków i obowiązków z tym związanych Justyna mogła sobie pozwolić odsypianie z nawiązką. Teraz jest szkoła, obiady dla dzieciaków itp... Zobaczymy jak to będzie...
Dom póki co trafił się, tfu tfu, bardzo dobrze. Mimo, że pogoda póki co nas rozpieszcza (tak - rozpieszcza), to i tak chyba da się zauważyć, że jest cieplejszy.
Wczoraj zaszaleliśmy z wieczorem filmowym (viva torrenty + telewizord z HDMI!), rozpalilismy kominek i szczerze go przyłożyliśmy drewienkiem - nagle okaząło się, że w salonie jest 29 stopni ;-D Tym razem salon jest faktycznie miejscem gdzie się przebywa w ciągu dnia (poprzednio funkcję living roomu pełniła mocno rozszerzona kuchnia).
Ten miesiąc pokazał, że Landlord jest bardzo porządnym człowiekiem. Bez większego zachodu udało nam się skłonić Go do wymiany dwóch łóżek z materacami. Mały przeciek z kaloryfera został naprawiony następnego dnia z rana, no i dla naszej wygody zdecydował się na regulowanie płatności przelewem - zasugerowałem to swojego czasu (naprawdę wydobycie z bankomatu gotówki na czynsz to operacja skomplikowana - dwa dni podchodzenia ze racji na limity wypłat, dodatkowo najczesciej wyplata w niskonominałowych banknotach).
Mała obserwacja na temat gazu - może w następnym wpisie.
Osobna historia - pies (teraz to już Mila) plus sąsiedzi - też temat na osobny wpis.
Tymczasem aby było bardziej kolorowo mały tour po parterze.

