Ping Ping Ping...
ajm alajw
No tak.
długo się nic nie pojawiało.
Dokłądnie od pierwszego września - toż to pół roka!
Czemu taka przerwa?
Jakoś mi odechciało się pisać. Straciłem popęd ekshibicjonisty;-)
No, ale dzisiaj mnie jakoś naszło, żywię nadzieje, ze ktokolwiek czyta jeszcze tego bloga. A jeśli nie teraz to moze kiedyś na niego wpadnie - wiec popisze.
Jak wcześniej wspomniałem - od ostatniego posta minęło ok. pol roku. Co sie wydarzyło od owego czasu?
No moze zacznę od tego niedobrego.
Jakaś plaga utraty danych mnie naszła.
* Najpierw padła kostka pamięci w laptopie. Zanim to zdiagnozowałem to próbowałem przeinstalować system. Ogolnie i tak już był czas i od dawna planowałem (obecna winda były tu od nowości! Ok. 4 lata!) Przeinstalowanie systemu rozpocząłem od skorzystania z dysku przywracania oryginalnie dołączonego do lapka. W wyniku przywracania oryginalnego stanu po prostu obecne partycje poszły w powietrze. Straciłem mozolnie budowana kolekcje fotek. Część udało mi sie odzyskać, ale jest dziura w danych za okres lato-zima'08. Nie mam z tego okresu żadnych fotek. Mea culpa, sam sobie jestem winien.
Pamięć kupiłem, przepłacając podwójnie. Zamiast 512MB nabyłem 1GB licząc ze będzie więcej w lapku. Niestety nie potrafi on tego obsłużyć. ;-)
* Mimo utraty fotek z Nikosia zostało kilka na kompaktowym soniaczu. Tym razem postanowiłem zadbać o backup. No to kupiłem przenośnego Twardziela. Mały, poręczny w kolorze niebieskim;-). Ustawiłem sobie backup danych i jakoś tak sie stało ze musiałem zwolnic miejsce na laptopie. Zatem okazało sie ze fotki na zewnętrznym twardym to jedyna kopia.
I twardy padł. Tak po prosto. Nie przypominam sobie, żebym traktował go jakoś zle. Faktem jest ze to, co mi jeszcze zostało z fotek z okresu wakacje - zima tez poszło w powietrze. Najbardziej żałuje paru filmików nakręconych tym kompaktem: rozpoczęcie roku we wrześniu, wizyta rodziców, gwiazdka...
To tyle ze złych rzeczy, jakie trafiły sie w ciągu ostatnich miesięcy.
Serio.
Potem, lub w międzyczasie już tylko same dobre ;-)
Mieszkamy spokojnie na Tallaght, bez zmian. Dzieciaki uczęszczają do szkoły. Oprócz typowej niechęci, jaka okazują młodzi ludzie (wstawianie rano itp.) nie widze, aby mieli jakieś specjalne opory przed chodzeniem.
Do szkoły to ja wrócę napewno w osobnym poście.
Praca. Jestem dalej w AOL. Z większych zmian to taka, ze mamy teraz od cholery roboty. Nasz manago jest mistrzem w zajmowaniu czasu. Kombinuje na zasadzie, jeśli żołnierz nie ma co robić bo akurat ucichło na froncie to nich chociaż pozamiata w okopie ;-) (ale wydumałem). Faktem jest ze ogólnie to mamy tez dużo do roboty bez wymyślania. To tez tylko zajawka, którą planuje rozwinąć w osobnym poście.
W listopadzie mieliśmy gości z Polski - przyjechali na kilka dni moi rodzice. Jako ze okres nieteges i czasu malo było to nie udało nam sie wyskoczyć nigdzie dalej niż poza centrum Dublina, które nie jest przecież niczym nadzwyczajnym. Dodając do tego zla pogodę (pozna jesień!) mamy wynik - Irlandia sie nie spodobała.
Może uda nam sie zorganizować jeszcze jedno spotkanie przed wakacjami. Wówczas trochę więcej byśmy popodrozowali - i zakładam sie ze wrazenia byly by ppzytywniejsze ;-)
Swieta spedzilismy u Pawla w Trim. Dwa dni siedzenia przy stole, podjadania, plotkowania. Pierwszy raz tez jakos tak poczulem, ze jest ta rodzinka calkiem niedaleko od nas. Nie tam gdzies za woda i dwiema godzinami lotu. Tutaj, 40 kilometrow od Dublina.;)
Zakolegowalismy sie z Darkiem i jego rodzinka. Prawie krajanie (Sieradz) + podobna sytuacja jak nasza = calkiem sympatyczna i praktyczna znajomosc (np teraz wlasnie nasza Mlodziez jest u Nich na zabawie z Ichniemi ;-) ).
Justyna kilka dni w tygodniu po pare godzin zajmuje sie dzieckiem. Niby nic specjalnego jesli chodzi o pieniadze - ale z wielu innych powodow jest to akurat potwierdzenie reguly "praca jest dobrodziejstwem czlowieka".
Hmm, teraz jak klepe w lapka to uswiadamaiam sobie ile jest do napisania. Chcialbym z kazdego wiekszego tematu robic osobny wpis/wpisy. Mam nadzieje ze mi sie uda. Jako pierwszy wpis ktory zamierzam zaraz napisac bedzie opowiesc o zimie ;-). Tak bo od kilku dni mamy tutaj cos takowego. i to nie tylko ja jestem zdziwiony, ale smiem twierdzic, ze kilkaset tysiecy dublinczykow podziela moje zdziwienie - ale to opisze dalej.
do nastepnego wpisa.
PS: ("wpisa", "roka" - to takie celowe przejezyczenia. Jakos mi sie podoba taka odmiana. Natomiast ninejszym zareczam, ze nigdy nie uzyje przekrecej typu "jush" za "juz").
długo się nic nie pojawiało.
Dokłądnie od pierwszego września - toż to pół roka!
Czemu taka przerwa?
Jakoś mi odechciało się pisać. Straciłem popęd ekshibicjonisty;-)
No, ale dzisiaj mnie jakoś naszło, żywię nadzieje, ze ktokolwiek czyta jeszcze tego bloga. A jeśli nie teraz to moze kiedyś na niego wpadnie - wiec popisze.
Jak wcześniej wspomniałem - od ostatniego posta minęło ok. pol roku. Co sie wydarzyło od owego czasu?
No moze zacznę od tego niedobrego.
Jakaś plaga utraty danych mnie naszła.
* Najpierw padła kostka pamięci w laptopie. Zanim to zdiagnozowałem to próbowałem przeinstalować system. Ogolnie i tak już był czas i od dawna planowałem (obecna winda były tu od nowości! Ok. 4 lata!) Przeinstalowanie systemu rozpocząłem od skorzystania z dysku przywracania oryginalnie dołączonego do lapka. W wyniku przywracania oryginalnego stanu po prostu obecne partycje poszły w powietrze. Straciłem mozolnie budowana kolekcje fotek. Część udało mi sie odzyskać, ale jest dziura w danych za okres lato-zima'08. Nie mam z tego okresu żadnych fotek. Mea culpa, sam sobie jestem winien.
Pamięć kupiłem, przepłacając podwójnie. Zamiast 512MB nabyłem 1GB licząc ze będzie więcej w lapku. Niestety nie potrafi on tego obsłużyć. ;-)
* Mimo utraty fotek z Nikosia zostało kilka na kompaktowym soniaczu. Tym razem postanowiłem zadbać o backup. No to kupiłem przenośnego Twardziela. Mały, poręczny w kolorze niebieskim;-). Ustawiłem sobie backup danych i jakoś tak sie stało ze musiałem zwolnic miejsce na laptopie. Zatem okazało sie ze fotki na zewnętrznym twardym to jedyna kopia.
I twardy padł. Tak po prosto. Nie przypominam sobie, żebym traktował go jakoś zle. Faktem jest ze to, co mi jeszcze zostało z fotek z okresu wakacje - zima tez poszło w powietrze. Najbardziej żałuje paru filmików nakręconych tym kompaktem: rozpoczęcie roku we wrześniu, wizyta rodziców, gwiazdka...
To tyle ze złych rzeczy, jakie trafiły sie w ciągu ostatnich miesięcy.
Serio.
Potem, lub w międzyczasie już tylko same dobre ;-)
Mieszkamy spokojnie na Tallaght, bez zmian. Dzieciaki uczęszczają do szkoły. Oprócz typowej niechęci, jaka okazują młodzi ludzie (wstawianie rano itp.) nie widze, aby mieli jakieś specjalne opory przed chodzeniem.
Do szkoły to ja wrócę napewno w osobnym poście.
Praca. Jestem dalej w AOL. Z większych zmian to taka, ze mamy teraz od cholery roboty. Nasz manago jest mistrzem w zajmowaniu czasu. Kombinuje na zasadzie, jeśli żołnierz nie ma co robić bo akurat ucichło na froncie to nich chociaż pozamiata w okopie ;-) (ale wydumałem). Faktem jest ze ogólnie to mamy tez dużo do roboty bez wymyślania. To tez tylko zajawka, którą planuje rozwinąć w osobnym poście.
W listopadzie mieliśmy gości z Polski - przyjechali na kilka dni moi rodzice. Jako ze okres nieteges i czasu malo było to nie udało nam sie wyskoczyć nigdzie dalej niż poza centrum Dublina, które nie jest przecież niczym nadzwyczajnym. Dodając do tego zla pogodę (pozna jesień!) mamy wynik - Irlandia sie nie spodobała.
Może uda nam sie zorganizować jeszcze jedno spotkanie przed wakacjami. Wówczas trochę więcej byśmy popodrozowali - i zakładam sie ze wrazenia byly by ppzytywniejsze ;-)
Swieta spedzilismy u Pawla w Trim. Dwa dni siedzenia przy stole, podjadania, plotkowania. Pierwszy raz tez jakos tak poczulem, ze jest ta rodzinka calkiem niedaleko od nas. Nie tam gdzies za woda i dwiema godzinami lotu. Tutaj, 40 kilometrow od Dublina.;)
Zakolegowalismy sie z Darkiem i jego rodzinka. Prawie krajanie (Sieradz) + podobna sytuacja jak nasza = calkiem sympatyczna i praktyczna znajomosc (np teraz wlasnie nasza Mlodziez jest u Nich na zabawie z Ichniemi ;-) ).
Justyna kilka dni w tygodniu po pare godzin zajmuje sie dzieckiem. Niby nic specjalnego jesli chodzi o pieniadze - ale z wielu innych powodow jest to akurat potwierdzenie reguly "praca jest dobrodziejstwem czlowieka".
Hmm, teraz jak klepe w lapka to uswiadamaiam sobie ile jest do napisania. Chcialbym z kazdego wiekszego tematu robic osobny wpis/wpisy. Mam nadzieje ze mi sie uda. Jako pierwszy wpis ktory zamierzam zaraz napisac bedzie opowiesc o zimie ;-). Tak bo od kilku dni mamy tutaj cos takowego. i to nie tylko ja jestem zdziwiony, ale smiem twierdzic, ze kilkaset tysiecy dublinczykow podziela moje zdziwienie - ale to opisze dalej.
do nastepnego wpisa.
PS: ("wpisa", "roka" - to takie celowe przejezyczenia. Jakos mi sie podoba taka odmiana. Natomiast ninejszym zareczam, ze nigdy nie uzyje przekrecej typu "jush" za "juz").
Re: Ping Ping Ping...
Wszystkie zdjęcia cyfrowe trzymam - obowiązkowo! - w trzech kopiach. I zawsze dbam o to, żeby te trzy kopie były zsychr... zsynochr... zsynchryz... K*WA MAĆ, żeby się nie różniły między sobą ;)
Dwie kopie na dwóch osobnych dyskach fizycznych (wewnętrznych) oraz jedna na zewnętrznym usb.
Łącznie mam około 100GB fotek i chyba bym się zapłakał gdyby mi to wcięło...

