Zielona Noc
dzisiaj
No tak, wygląda na to, że dzisiaj ostatnia nocka w dotychczasowym mieszkanku. Jutro wyprowadzka do Tallaght.
Teoretycznie mam czas do wtorku i napewno bym mógł zostać dłużej gdyby tego wymagał czas - Keith nie robił by problemu. Ale uznałem, że weekend to dobry moment na przeprowadzkę.
Jaaaaaa.
To już prawie roczek w Irlandii! Za kilka dni mija okragła rocznica i nie omieszkam o tym wspomnieć.
Siedzę sobie, sączę co nieco i wspominam 12 miescięcy....
Do obecnego mieszkania wprowadziłem się połowie lipca, zaraz po tym jak dostałem pracę w AOL.
Pamiętam, jak tutaj trafiłem. Siedziałem w niedzielne popołudnie i przeglądałem oferty na daft.ie. W tamtym czasie mieszkałem jeszcze w Centrum - to byla taka moja pierwsza lokacja, gdzie zatrzymałem się po przylocie. Znalazłem ofertę w okolicy AOL. Zadzwoniłem.
Z drugiej strony nieco zaspany Pan. (Keith - musiał odsypiać nockę i Go obudziłem) ;-). Był nieco zaskoczony tym telefonem, okazało się że oferte powiesił kilka godzin wcześniej i byłem pierwszym, który oddzwonił. Umówiłem się, że będę tam za około dwie godziny.
Wskoczyłem w dublin-busa ;-) i jazda na citywest.
Dojechałem do charakterystycznych wielkich kamieni przy drodze i wysiadłem (tak się umawialiśmy). Wysiadłem i zwątpiłem. Byłem obok, z drigiej strony Business Parku gdzie pracowałem od niecałego tygodnia. No ale nie ma tutaj żadnego mieszkania!.
Dzwonię:
- Tak, są te kamienie o których rozmawialiśmy.
- Super, to od tych kamieni dwa przystanki i wysiadaj.
Tja... Problem w tym, że właśnie wysiadem i nawet specjalnie odczekałem aż dublinBus sobie pojedzie aby mi nie warczał jak będę dzwonił...
No dobra - ruszam śladem ;-)
I cholera się rozpadało. Zaczęło tak wściekle lać, że nie wiem... A tutaj Business park. Nie ma żadnej bramy aby się schować - budynki rozrzucone luźno a ja tym bardziej z mijam je z boku.
No to idę i moknę. Nawet przez chwilę gdzieś przykucnąłem koło choinki (sztucznie wsadzonej w wygłaskanych trawniczkach wokoło), ale to nie za specjalnie działało. Idę dalej bo i tak byłem już kompletnie zmoczony. Naprawdę cholernie lało - jak to w Irlandii latem.
No i idę sobie wzdłuż drogi, gdzie prawdopodobnie autobus jechał. I nagle zatrzymuje się małe, granatowe autko. Ze środka wychyla się Jegomośc i jednocześnie dzwoni mi telefon w kieszeni.
- To ty w sprawie mieszkania? Widziałem autobus, nikt nie wysiadł to wyjechałem Cię poszukać. Wskakuj.
Tak poznałem Keitha.
DLa uzupełnienienia - nie pojechaliśmy do domu:
- Zanim pojedziemy do mnie to wskoczymy po piwko.
Podjechaliśmy do Saggart, który był dkla mnie zupełnie nowy wtedy. Keith zaparkował, zostawił auto na obrotach i zniknął mówiąc że zaraz wraca.
To mnie najbardziej urzekło: facet zna mnie ok 3 minuty, zostawia mnie samego w jego aucie, z kluczykami w stacyjce i uruchomionym silnikiem i idzie po piwko... SIlnik nie był gaszon aby dmuchawa grzała, bo byłem kompletnie przemoczony.
Looozik, ufność (czasami wręcz naiwność) - to właśnie jest Keith De Silva ;-)
Różnie było przez kolejne 12 miesięcy. Ale ogólny bilans - na plus.
Jak się potem okazało cena była przyzwoita, Współspacz bardzo mi pomógł w wielu codziennych starciach z Nową Rzeczywistością no i co najważniejsze wiem dokładnie na co patrzeć przy szukaniu nowego domu:
Od Keitha nauczyłem się jednej Bardzo Ważnej Sprawy: jeśli jesteś otwary i przyjacielski dla ludzi - to oni odwdzięcza się tym samym. A to działa podwójnie w Irlandii - kraju, gdzie ludzie są z natury very friendly..
Ahh, w TV własnie Platini pogroził paluszkiem Polsce i Ukrainie, że jak do grudnia nie będzie stadionów to zabierają EURO2012. No jak zabiorą to do czego mamy wracać? Bo tak sobie z Justyną wstępnie postanowiliśmy, że do Polski przeprowadzamy się z powrotem na EURO2012...
Dobra, czas kończyć...
So far, so good.
Teoretycznie mam czas do wtorku i napewno bym mógł zostać dłużej gdyby tego wymagał czas - Keith nie robił by problemu. Ale uznałem, że weekend to dobry moment na przeprowadzkę.
Jaaaaaa.
To już prawie roczek w Irlandii! Za kilka dni mija okragła rocznica i nie omieszkam o tym wspomnieć.
Siedzę sobie, sączę co nieco i wspominam 12 miescięcy....
Do obecnego mieszkania wprowadziłem się połowie lipca, zaraz po tym jak dostałem pracę w AOL.
Pamiętam, jak tutaj trafiłem. Siedziałem w niedzielne popołudnie i przeglądałem oferty na daft.ie. W tamtym czasie mieszkałem jeszcze w Centrum - to byla taka moja pierwsza lokacja, gdzie zatrzymałem się po przylocie. Znalazłem ofertę w okolicy AOL. Zadzwoniłem.
Z drugiej strony nieco zaspany Pan. (Keith - musiał odsypiać nockę i Go obudziłem) ;-). Był nieco zaskoczony tym telefonem, okazało się że oferte powiesił kilka godzin wcześniej i byłem pierwszym, który oddzwonił. Umówiłem się, że będę tam za około dwie godziny.
Wskoczyłem w dublin-busa ;-) i jazda na citywest.
Dojechałem do charakterystycznych wielkich kamieni przy drodze i wysiadłem (tak się umawialiśmy). Wysiadłem i zwątpiłem. Byłem obok, z drigiej strony Business Parku gdzie pracowałem od niecałego tygodnia. No ale nie ma tutaj żadnego mieszkania!.
Dzwonię:
- Tak, są te kamienie o których rozmawialiśmy.
- Super, to od tych kamieni dwa przystanki i wysiadaj.
Tja... Problem w tym, że właśnie wysiadem i nawet specjalnie odczekałem aż dublinBus sobie pojedzie aby mi nie warczał jak będę dzwonił...
No dobra - ruszam śladem ;-)
I cholera się rozpadało. Zaczęło tak wściekle lać, że nie wiem... A tutaj Business park. Nie ma żadnej bramy aby się schować - budynki rozrzucone luźno a ja tym bardziej z mijam je z boku.
No to idę i moknę. Nawet przez chwilę gdzieś przykucnąłem koło choinki (sztucznie wsadzonej w wygłaskanych trawniczkach wokoło), ale to nie za specjalnie działało. Idę dalej bo i tak byłem już kompletnie zmoczony. Naprawdę cholernie lało - jak to w Irlandii latem.
No i idę sobie wzdłuż drogi, gdzie prawdopodobnie autobus jechał. I nagle zatrzymuje się małe, granatowe autko. Ze środka wychyla się Jegomośc i jednocześnie dzwoni mi telefon w kieszeni.
- To ty w sprawie mieszkania? Widziałem autobus, nikt nie wysiadł to wyjechałem Cię poszukać. Wskakuj.
Tak poznałem Keitha.
DLa uzupełnienienia - nie pojechaliśmy do domu:
- Zanim pojedziemy do mnie to wskoczymy po piwko.
Podjechaliśmy do Saggart, który był dkla mnie zupełnie nowy wtedy. Keith zaparkował, zostawił auto na obrotach i zniknął mówiąc że zaraz wraca.
To mnie najbardziej urzekło: facet zna mnie ok 3 minuty, zostawia mnie samego w jego aucie, z kluczykami w stacyjce i uruchomionym silnikiem i idzie po piwko... SIlnik nie był gaszon aby dmuchawa grzała, bo byłem kompletnie przemoczony.
Looozik, ufność (czasami wręcz naiwność) - to właśnie jest Keith De Silva ;-)
Różnie było przez kolejne 12 miesięcy. Ale ogólny bilans - na plus.
Jak się potem okazało cena była przyzwoita, Współspacz bardzo mi pomógł w wielu codziennych starciach z Nową Rzeczywistością no i co najważniejsze wiem dokładnie na co patrzeć przy szukaniu nowego domu:
- czy są osobne krany na zimną/ciepłą wodę,
- czy ogrzewanie jest centralne czy może elektryczne,
- jak duże i jak grube są okna - czytaj ile ciepła przez nie ucieknie, i czy teśniany z gipskartonu może co nieco zatrzymają... ;-)
Od Keitha nauczyłem się jednej Bardzo Ważnej Sprawy: jeśli jesteś otwary i przyjacielski dla ludzi - to oni odwdzięcza się tym samym. A to działa podwójnie w Irlandii - kraju, gdzie ludzie są z natury very friendly..
Ahh, w TV własnie Platini pogroził paluszkiem Polsce i Ukrainie, że jak do grudnia nie będzie stadionów to zabierają EURO2012. No jak zabiorą to do czego mamy wracać? Bo tak sobie z Justyną wstępnie postanowiliśmy, że do Polski przeprowadzamy się z powrotem na EURO2012...
Dobra, czas kończyć...
So far, so good.

