Wczoraj pożarłem sie ze wspolspaczem
;-&
Poszlo o bzdurke...
No tak naprawde moze tytul jest mocno przesadzony.
"Pożarcie się" polegalo na wymianie zdań lekko podniesionym glosem. Potem kompletny chillout: ja w swoim pokoju, Keith robiący generalne porządki w kuchni.
O co poszlo?
Kompletna bzdura, ale odkąd bylem swiadkiem, ze dwoch znajomych śmiertelnie sie poroznilo o kształt i kolor miecza Jedi w Gwiezdnych Wojnach - to we wszystko jestem w stanie uwierzyc...
No wiec...
sobota kolo 14tej, zaczalem byc glodny bo jeszcze nic nie jadlem. Tak to nie zart.
W sobote wstaje o 11ej, leze jeszcze z dobrą godzine. Potem zaczynam się podnosic i zanim sie rozkrece to schodzi jeszcze godzinka. Zwykle w sobote rano jestem lekko skacowany, co dodatkowo hamuje apetyt. Niemniej kolo 14ej odczuwam głód.
Jako ze prowadzimy wzrcową rodzinkę ;-) mamy pewne ustalenia z Moim wspolspaczem.
Jako, ze on loves cooking to w jego gestii jest pichczenie. Owocem jego kuchczenia są:
keith gotuje, ja zmywam. Wspolna lodówka, zrzucamy sie na zakupy. 50/50 Dla mnie uklad OK, z racji tego ze gotowac nie umiem.
OK, no to jest ta sobota i ustalilismy ze jedziemy na zakupy.
No ale jest ta 14ta, Keith skupil sie nad porządkowaniem auta pod domem a ja zglodnialem!
Man's gotta eat!
No to podjechalem do Saggart, jest tam take away. Rybka plus fryty i z powrotem do domu.
Po powrocie Keith jest juz w domu...
- hejka, gdzie byles?
- bylem w sklepie kupic cos sobie do jedzienia.
- aaaa, ok
minelo 2 minuty
- Przemku, od dzisiaj bedziemy sie stołowali osobno. Ty miej swoje jedzenie, ja mam swoje. Zachowałeś się samolubnie, jak ja bym pojechal do sklepu to bym Ciebie zapytal czy czegos nie chcę. Poza tym mielismy jechac na zakupy razem. You're selfish.
Nosz kurdewdupejegomać.! Zjerzylem się.!
Nikt mi nie bedzie dyktowal kiedy i co mam sobie kupować. Nie ma miedzy nami zadnej innej relacji jak tylko wspólne wynajmowanie mieszkania i przebywanie we własnym towarzystwie, a facet uklada sobie historie o jakimś traktowaniu jak brat itp. A najgorsze ze ta rybka momentalnie przestala mi smakować a fryty zaczęły byc tekturowe!.
Poza tym na zakupy jedziemy juz od 3 godzin i nie zapowiadało sie aby nastapilo to w ciagu nastepnej godziny - Keith cos tam grzebał przy silniku.
No ale skoro on zaczął to ja dokończyłem
Powiedziałem ze samolubem to On jest, bo kopci jak lokomotywa i mnie truje. Co innego jakby robil to w swoim pokoju, ale nie - okupuje salon i przez to nie mam jak ominąć tej chmury dymu.
Jesli by mnie szanowal, to powinien nie narazc mnie na to - bo to jest typowy przyklad robienia z ludzi passive smoker.
Bylem bliski podjecia decyzji o wyprowadzeniu się. Miałbym dokąd. Poza tym juz niedlugo - za miesiąc będę miał klucze do domku ktory wynająłem od Stephena. W międzyczasie wylatuje do PL na tydzien - jakoś by zleciało.
To co teraz sie zdarzylo to bylo tylko przepelnienie narastajacego zmeczenia obecną sytuacją mieszkania pod jednym dachem. Ja ciagle nie moge zapomniec poprzedniej kłótni w listopadzie kiedy spoznilem sie o jeden dzien z placeniem rentu a on z tego powodu wymówił mi mieszkanie "bo Go nie szanuję, bo przypominał mi abym wznowil sobie zlecenie bankowe, a ja to zignorowalem i jakby nie sprawdzil to bym mu nie zaplacił (!)'.
Przypomnie, że był listopad, przed nami zaplanowane święta tutaj, zaproszona rodzina z PL itp.. Potem sprawa ucichła, przeprosił mnie , świąteczna wizyta wypadła nbardzo fajnie - ale uraz pozostał. I ta sytuacja uzależnienia od sytuacji. Wiecie - sprawy za daleko zaszły żeby je odkręcać...
Teraz, jestem blizej niz dalej, wszyscy ktorzy mieli mnie odwiedzić w tym mieszkaniu - juz to zrobili ;-) i pomyslałem sobie ze takie wyprowadzenie sie przed czasem bedzie zupelnie na miejscu.
Widziec to zaskoczenie na twarzy kiedy wymawiam umowę najmu - bezcenne. ;-)
Ale mi przeszlo po kilku godzinach. Nie ma co.
Znajmość i mieszkanie ze wspolspaczem to jednak 10 miesięcy mojego życia. Nie chcę zamykac tego rozdziału z niesmakiem w tle. Zostaję.
A potem pojechalismy na zakupy, wspolne, i kupilismy 0.7;-)
Teraz jest rano, mam kaca.
No tak naprawde moze tytul jest mocno przesadzony.
"Pożarcie się" polegalo na wymianie zdań lekko podniesionym glosem. Potem kompletny chillout: ja w swoim pokoju, Keith robiący generalne porządki w kuchni.
O co poszlo?
Kompletna bzdura, ale odkąd bylem swiadkiem, ze dwoch znajomych śmiertelnie sie poroznilo o kształt i kolor miecza Jedi w Gwiezdnych Wojnach - to we wszystko jestem w stanie uwierzyc...
No wiec...
sobota kolo 14tej, zaczalem byc glodny bo jeszcze nic nie jadlem. Tak to nie zart.
W sobote wstaje o 11ej, leze jeszcze z dobrą godzine. Potem zaczynam się podnosic i zanim sie rozkrece to schodzi jeszcze godzinka. Zwykle w sobote rano jestem lekko skacowany, co dodatkowo hamuje apetyt. Niemniej kolo 14ej odczuwam głód.
Jako ze prowadzimy wzrcową rodzinkę ;-) mamy pewne ustalenia z Moim wspolspaczem.
Jako, ze on loves cooking to w jego gestii jest pichczenie. Owocem jego kuchczenia są:
- przyzwoite jedzonko, ktore zwykle sklada sie z normalnych skladnikow z ktorymi znam sie na codzien ;-) (kurczak, normalne warzywa, jajka, itp...) - niemniej jest swietnie dobrane i doprawione jakimis przesmacznymi dodatkami (ziola, przyprawy itp...)
- sterta naczyń do zmywania
keith gotuje, ja zmywam. Wspolna lodówka, zrzucamy sie na zakupy. 50/50 Dla mnie uklad OK, z racji tego ze gotowac nie umiem.
OK, no to jest ta sobota i ustalilismy ze jedziemy na zakupy.
No ale jest ta 14ta, Keith skupil sie nad porządkowaniem auta pod domem a ja zglodnialem!
Man's gotta eat!
No to podjechalem do Saggart, jest tam take away. Rybka plus fryty i z powrotem do domu.
Po powrocie Keith jest juz w domu...
- hejka, gdzie byles?
- bylem w sklepie kupic cos sobie do jedzienia.
- aaaa, ok
minelo 2 minuty
- Przemku, od dzisiaj bedziemy sie stołowali osobno. Ty miej swoje jedzenie, ja mam swoje. Zachowałeś się samolubnie, jak ja bym pojechal do sklepu to bym Ciebie zapytal czy czegos nie chcę. Poza tym mielismy jechac na zakupy razem. You're selfish.
Nosz kurdewdupejegomać.! Zjerzylem się.!
Nikt mi nie bedzie dyktowal kiedy i co mam sobie kupować. Nie ma miedzy nami zadnej innej relacji jak tylko wspólne wynajmowanie mieszkania i przebywanie we własnym towarzystwie, a facet uklada sobie historie o jakimś traktowaniu jak brat itp. A najgorsze ze ta rybka momentalnie przestala mi smakować a fryty zaczęły byc tekturowe!.
Poza tym na zakupy jedziemy juz od 3 godzin i nie zapowiadało sie aby nastapilo to w ciagu nastepnej godziny - Keith cos tam grzebał przy silniku.
No ale skoro on zaczął to ja dokończyłem
Powiedziałem ze samolubem to On jest, bo kopci jak lokomotywa i mnie truje. Co innego jakby robil to w swoim pokoju, ale nie - okupuje salon i przez to nie mam jak ominąć tej chmury dymu.
Jesli by mnie szanowal, to powinien nie narazc mnie na to - bo to jest typowy przyklad robienia z ludzi passive smoker.
Bylem bliski podjecia decyzji o wyprowadzeniu się. Miałbym dokąd. Poza tym juz niedlugo - za miesiąc będę miał klucze do domku ktory wynająłem od Stephena. W międzyczasie wylatuje do PL na tydzien - jakoś by zleciało.
To co teraz sie zdarzylo to bylo tylko przepelnienie narastajacego zmeczenia obecną sytuacją mieszkania pod jednym dachem. Ja ciagle nie moge zapomniec poprzedniej kłótni w listopadzie kiedy spoznilem sie o jeden dzien z placeniem rentu a on z tego powodu wymówił mi mieszkanie "bo Go nie szanuję, bo przypominał mi abym wznowil sobie zlecenie bankowe, a ja to zignorowalem i jakby nie sprawdzil to bym mu nie zaplacił (!)'.
Przypomnie, że był listopad, przed nami zaplanowane święta tutaj, zaproszona rodzina z PL itp.. Potem sprawa ucichła, przeprosił mnie , świąteczna wizyta wypadła nbardzo fajnie - ale uraz pozostał. I ta sytuacja uzależnienia od sytuacji. Wiecie - sprawy za daleko zaszły żeby je odkręcać...
Teraz, jestem blizej niz dalej, wszyscy ktorzy mieli mnie odwiedzić w tym mieszkaniu - juz to zrobili ;-) i pomyslałem sobie ze takie wyprowadzenie sie przed czasem bedzie zupelnie na miejscu.
Widziec to zaskoczenie na twarzy kiedy wymawiam umowę najmu - bezcenne. ;-)
Ale mi przeszlo po kilku godzinach. Nie ma co.
Znajmość i mieszkanie ze wspolspaczem to jednak 10 miesięcy mojego życia. Nie chcę zamykac tego rozdziału z niesmakiem w tle. Zostaję.
A potem pojechalismy na zakupy, wspolne, i kupilismy 0.7;-)
Teraz jest rano, mam kaca.

