RSS feed
<< Stało się, klamka zapadła | Home | Dzisiaj sobota, niedziela >>

Współspacz

money money money

Mój Współspacz nie ma juz chyba ani grosza.

Przez długi okres, poczynając od stycznia, nie pracował.
Bez większego opowiadania powiem tylko, że w mojej opinii sam sobie był winien (piwko, za duzo piwka wypitego chwilę przed pracą).

Skończyło się zrezygnowaniem (wylaniem?) z pracy.

Długie poszukiwanie, kilka nieudanych procesów rekrutacyjnych (z tego co wiem większość urywala sie po sprawdzeniu referencji). Wreszcie jest. Nowa firma, tym razem nie związana z branżą hotelarską - zarobki dość przyzwoite, garniturek itp...


Ale przez te 3 miesiące bezrobotnego mój współspacz ze wrodzoną sobie lekkością podchodził do spraw finansowych - jakby w sumie sie nic nie stało. Na początku myślałem sobie - no facet po 6ciu latach spędzonych na wyspach ma zapewne dosc pokaźbne oszczędności.

Ale gdzie tam, pod koniec kwietnia zaczęło Mu zwyczajnie brakować forsy. Nie dało się tego nie zauwazyc:
Kiedy była kolej Keitha to zamiast do Lidla zazceliśmy jeździć na rodzinne zakupy ( ;-) ) do Dunnes'a. Tam nieco drożej, ale za to przyjmują karty kredytowe.
Zresztą Współspacz nie ukrywał faktu, że konczy mu się kasa.

Zaraz po moim przylocie z PL na koniec kwietnia, kiedy już miał w ręku kontrakt z zapowiedzianą pierwszą wypłatą (na koniec maja) stwierdził:

 - Przemku, teraz potrzebuję twojej pomocy...

...

OK, zaproponowałęm, że zamiast płacenia co tydzień za mieszkanie to zapłacę Mu od razu z góry za cały miesiąc. Niby to żadna pożyczka bo on za czynsz też płacić musi, ale w ten sposób trochę sprytnie przepchnąłem przyjemność kredytowania Keitha ze mnie na jego Landlorda (czyli hotel w którym mieszkamy). Dużego będzie mniej bolało ;-)
Przecież on tam pracował rok, zawsze kiedy chodzimy na  piwo  do CityWest to On tam wszystkich zna itp...


Przypływ gotówki spowodował że Keith powrócił na starą ścieżkę
 - po krótkiej przerwie znowu w salonie zaczęły unosić się chmury dymu papierosowego (dzięki bogu ze jest juz cieplo i mozna spokojnie wietrzyc) no i oczywiscie nierozłączne piwko.

Ok tygodnia temu tradycyjne zakupy rodzinne się urwały. Tutaj gwoli wyjasnienia dodam, ze mamy zasadę - kupujemy razem, wrzucamy wszystko do lodówki i jesli nie ma naprawdę zakupów tylko dla jednego z nas - to dzielimy się kosztami na pół.
Układ dla mnie spalony w wypadku kupienia na spółę piwa - zwykle z Guiness Fridge Pack (8 puszek) nie udawało mi się skorzystać więcej niż z dwóch piw ;-)

Za to z kolei chipsy, ciacha itp - na tym ja wychodzilem do przozdu ;-)) jako że Keith nie trawi takich przyjemności (no chyba, ze chipsy po pijaku ;-))) ).

No wiec te rodzinne, szczęśliwe zakupy wypadały nam średnio raz na tydzień. I ostatnio się urwały.
Z poczatku nie zwróciłem na to uwagi, ale z czasem zauwazyłęm, że Keith zaczyna wykorzystywać nasze rezerwy żywnościowe ;-) (puszki, ziemniaki itp). Daleki jestem od dramatyzmu tutaj - ja mam naprawdę dobry lunch w pracy a wieczorami nigdy nie potrzebowałem się obżerać, poza tym NIE NIE NIE nie chodzę głodny. (z góry dementuję).

Ja tą sytuację obserwowałem (i uczesticzylem) bardziej z ciekawością niż zażenowaniem. ;-)

Wczoraj padł mi w aucie akumulator i Keith wracając z pracy akurat podjechał pod AOL z kabelkami aby dać mi 'kopniaka'. Odpalanie poszło gładko i mówię:
- ok, to ja jadę do Tallaght kupić nowy akumulator
. Dzięki za pomoc Keith.
- Przemku, czy mógłbyś przywieść mi ze dwa piwka?

Z początku się zdziwiłem - facet ma po drodze do domu przynajmniej dwa sklepy... czyżby zaczął się wyceniać za współspaczowską ;-) pomoc?

 - Dobra, przywiozę (już chyba się domyślałem).

Pojechałem i gdzieś po drodze dopadł mnie SMS:
 - Proszę przywieź chleb.

Z niecierpliwością czekam dzisiejszego popołudnia ;-), to zwykle czas na cotygodniowe rodzinne zakupy, zobaczymy co też dzisiaj padnie.

Dziś Na lunch w AOL wziąłem sobie pysznego łososia (taka fajna różowa mięciutka rybka - to chyba łosoś...)


Juz nie wiem co sądzić o tym moim Współspaczu.
Z jednej strony postrzegam go jako bardzo luźno podchodzacego do życia Człowieka. I czasami naprawdę na dobre mu to wychodzi - po prostu w ogóle nie martwi się niektórymi sprawami.
Z drugiej strony po raz kolejny jestem świadkiem jak sobie schrzanił kilka miesięcy życia :najpierw ostre jazdy emocjonalne przez Kobiety, potem praca, zatrzymanie przez Garde za jazdę po pijaku(!).

Z całą pewnością zostanie moim znajomym kiedy się już wyprowadzę, ale powiedziałęm sobie, że w żadnym aspekcie poza jego angielskim nie jest dla mnie wzorcem do naśladowania.
Tags :



Add a comment Send a TrackBack