Chytrusy, cz.2
brr brr czyli wszystko dobrze się skończyło
Odjazd! czyli jak człowiek spada na cztery koła ;-)
Dziś świętuję,
mam po temu przynajmniej trzy okazje.
Pierwsza - jutro lecę na comiesięczny kilkudniowy urlop do Polski. Czekam na to od dwóch tygodni - to racja, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. Potwierdzam w stu procentach.
Drugi powód wiąże się z przypomnieniem poprzedniego wpisu. Jak wiecie staram się aby w końcu zorganizować sobie cztery kółka. Jakie są tego powody? - napewno powodem nie jest potrzeba wożenia siebie do praculi. Tam mam naprawdę blisko i spacerek 15 minut z rana każdemu wychodzi na zdrowie. Powód jest taki, że niedługo będzie tutaj nas, Bujków ;-) więcej. A ponieważ w PL mieliśmy samochód to nie wyobrażam sobie, żeby przenosiny do Irlandii wiązały się z wyrzeczeniami typu: bez auta. Poza tym moja okolica jest bardzo sympatyczna, rozległa, malownicza - ale bez auta ani rusz. A w niedalekim czasie czeka mnie szukanie mieszkania, zamykanie spraw związanych ze szkołą dzieciaków itp. Bez autka zatem ani rusz.
OK, w poprzednim poście skończyliśmy na tym, że dostałem cynk z Bank of Ireland o warunkowym przyznaniu mi kredytu.
Warunkowym? tak - chodzi o to, że na podstawie danych, jakie podałem przez telefon składając wniosek wynika, że siem nadajem.
Był czwartek poprzedni. Przede mną info - OK, wysyłamy Ci umowę do podpisania, sprawdź, podpisz, i odeślij. Po otrzymaniu umowy i pozostałych wymaganych dokumentów potwierdzimy je i w razie akceptacji zadysponujemy przelew.
Przede mną lekka presja czasowa - w spbotę przyszłego tygodnia lecę na tydzień do Polski. Wypada zatem aby do tej soboty załatwić wszystko, dostać kaskę, zabrać auto i postawić na parkingu przed domem. Ponieważ w Polsce będę ponad tydzien to gdybym się spóźnił przed Piątkiem 22go, to najbliższy możliwy termin byłby właśnie dopiero 29ty.
Zapewne komis nie chce tak długo czekać z odbiorem autka (Panie, sprzedałem go Panu ale niech pan go w koncu zabierze (i zapłaci mi resztę!)).
Ok, jesteśmy we Czwartek kiedy dowiedziałem się, że wniosek warunkowo zaakceptowany. Zatem liczę, że w Piątek papiery będą u mnie szybko je podpiszę i odbiję tego samego dnia. Papiery dotrą do banku we wtorek, rozpatrzenie zajmie jeden dzień, dyspozycja przelewu wyjdzie we środę wieczorem albo czwartek rano. W ostateczności kaska będzie u mnie w Piątek po południu. Zdążę zatem odebrać autko przed wylotem (Sobota 17ta).
Jednym z kwitów do dostarczenia banku jest poświadczona kopia dokumentu tożsamości. Gdzie takową można pozyskać w Polsce? Z tego co sie orientuję to u notariusza i chyba w bankach. A gdzie to można zrobić w Irlandii? Na każdym posterunku Gardai. Za free.
W Piątek od rana zdopingowałem Jasona aby mnie zabrał na 20 minut na najbliższy posterunek Gardai. bo mam tam sprawę To oświadczenie wzbudziło lekki popłoch, ale szybko rozwiałem te wątpliwości ;-)
Samo poświadczenie przebiega najnormalniej jak się może wydawać: zrobiłem dwie kserówki mojego dowodu osobistego, zabrałem na Gardę i poprosiłem o poświadczenie autentyczności kopii. Pieczątka przybita. Done.
Wracamy do AOL.
Po drodze widzę zieloną furgonetkę anPost. Jason zatrzymuje go i pyta czy nie ma czasem coś do Appartament 39. Jest! Piękna duża koperta w środku dwa komplety umowy kredytowej do sprawdzenia i podpisania plus "czeklista" co mam załączyć plus koperta zaadresowana zwrotnie.
Na czekliście mamy:
- zaświadczenie o pracy (koniecznie, że pracuję na permanent),
- dwa ostatnie payslip'y (powiedzmy dwa ostanie "Paski"),
- potwierdzone kopie mojego dowodu (patrz wyżej),
- wyciąg mojej historii z konta z banku,
- dwa rozdzielne potwierdzenia mojego adresu zamieszkania. Mogą to być rachunki na mnie (Przemysław Bee zamieszkały tu i tu ma do zapłacenia za prąd tyle i tyle). Z tym ejst problem: mieszkam u CityWest. Moim landlordem jest Keith i wszystkie kwity przychodzą na niego. Ale wygrzebałem dokumenty z Tax Office (tutejsza skarbówka) przysyłane na mnie na ten adres. Ale to tylko jedno źródło. Drugiego po prostu nie mam. Czy to oznacza, że "nie spełniam"?.
W dodatku przeglądając podesłane dokumenty zauważam skuchę: okazuje się że numer konta wydrukowany na umowie jest pomylony! W moim numerze konta są trzy ósemki, dyktując przez telefon okazuje się że na podesłanej umowie mamy tylko dwie ósemki.
Kręcę do Banku. Bardzo sympatyczny Pan jarek (obsługa po polsku itp) stwierdza:
- ok, przedrukujemy dokumenty i wyślemy do Pana ponownie.
- czy nie mogę po prostu przeprawić numeru? nie mam czasu na kolejne trzy czekania.
- nie, nie można przeprawiać tego typu papierów! Ale jeśli panu zależy na czasie to zaaranżuję spotkanie w Branchu (oddziale), tam wyślę poprawioną umowę i jeszcze dziś Pan tam się zjawi, podpisze i bankową korespondencją dokumenty otrzymamy to bardzo szybko.
- OK, to niech Pan działa i da Mi znać,
Za piętnaście minut telefon:
- ok, spotkanie zaaranżowane, niech Pan będzie o godzinie 15.30 w branchu Rathcoole. Proszę szukać Lending Officfer, Linda.
Ok, jadę tam z Keithem o 15.30 (Banki w Piątki kończą o 16tej).
Na miejscu okazuje się, że Pani nic nie wie o spotkaniu, no i nie ma żadnej nowej umowy do wydrukowania.
Lekka konsternacja.
- Ok, zrobimy tak:
Pani bierze umowę, skreśla zły numer konta, długopisem wpisuje nowy numer i mówi: a teraz wsadźcie to w załączoną kopertę i odeślijcie.
Tak po prostu?? Przecież Telelinia powiedziała że tak się nie da!
Keith już nie wytrzymał, zabrał mi wszystkie kwity wsadził w kopertę i z właściwym sobie podejściem stwierdził: po co się tak napinasz!? wyślij im to i będzie OK.
Pomijając fakt przerabiania długopiem umowy kredytowej jest jeszcze sprawa braku jednego dokumentu potwierdzającego moje miejsce zamieszkania. Ale to oczywiście durne zasady wymyślen przez Bank, odeślij im wszystko co masz na tą chwilę i niech oni się martwią (Keith).
No więc na poprzedni weekend byłem w zasadzie gotowy na tyle ile mogłem: papiery wysłałem, Keith był pewny, że to już tylko formalność a ja czekałem na potwierdzenie z Banku o zaakceptowaniu dokumentów.
To stało się We Wtorek - No tak, pana status wygląda, że właśnie wysłaliśmy Panu pieniądze.
- Hurra!!! Nadałem się ;-)))) -
No super - telefon do Komisu: po autko będę we Czwartek.
Wczoraj z rana na koncie faktycznie kaska się pojawiła. Keith po raz kolejny odebrał mnie z pod AOL i podjechaliśmy do AIB w Clondalkin. Tam dokonałem wypłaty 4,7k euro w gotówce (całkiem spora koperta) i podjechałem do komisu.
Stamtąd już prosto pod chatkę....
A następnego dnia z rana miałem 10 minut bonusu w łóżku bo po raz pierwszy do roboty pojechałem moim autkiem ;-)
Dla potomności jeszcze udokumentuję:
Kiedy byłem pierwszy raz w komisie i zostawiłem zaliczkę to oczekiwałem pokwitowania. No i dostałem je. Ale jeśli ktoś oczekuje jakiegoś formalnego druczku typu KP to się grubo myli. Oto co otrzymałem:
Nikogo oprócz mnie to nie zdziwiło.
Jak już wszystko załatwiłem do dziś z rana mogłem się przewieść do pracy bordowym Scenikiem (moim ;-) ).
W środku jest tak, jak chciałem - dużo miejsca, wysokie ułożenie foteli. I komputerek który pokazuje spalanie w, uwaga: milach na galon (!).
Mam nadzieję, że rocznik 2001 będzie tym Dobrym - mimo, że to jest francuskie autko.
Ok, czas na trzeci powód świętowania:
Z okazji dobrego zamknięcia 2007 i materialnego przełożenia z tego powodu postanowiłem zaszaleć i się wykosztować na parę fajowych butów. W EccoSklepie cały komplet obsługi okazał się polską ekipą (co za dziewczyny!), no i mam nadzieję, że Yak okaże się dobrym zakupem.
Wracam do tradycyjnego weekendowego rumu. Keith wydaje się już całkiem skołowany.




