Złożyłem swoje CV
...to tylko AOL
Ale nie spodziewajcie się tego, co od razu przychodzi na myśl... ;-)
No dobra, jak napiszę od początku to będzie najlepiej.
Jak wiadomo - aktualna pozycja i zakres obowiązków średnio mi pasuje. Jestem Certyfikowanym Inżynierem Java Sun.
Aktualnie w pracy obsługuję narzędzie ETL (Talend) - klikam myszką, przeciągam elementy, łączę strzałkami itp.
Ok dwa tygodnie temu w mojej firmowej skrzynce znalazłem ogłoszenie mniej więcej takiej treści:
##HOT JOB,##
Search team is looking for Software engineer...bla bla bla.
Required skills: java, Hibernate, DOJO, Tomcat.(...)
Inaczej mówiąc prowadzono wewnętrzną rekrutację zanim firma zdecydowała się wypuścić ogłoszenie "w świat".
To co mnie uderzyło - to tzw. referral bonus. Działa to na zasadzie: jeśli polecisz nam kogoś do pracy i Go przyjmiemy to mamy dla Ciebie 1000EUR, wypłacone przy najbliższej pensji.
Fajnie nie? ;-)
To prawdopodobnie typowe tutaj, spotkałem się z tym kontaktując się swojego czasu z Rekruterami) na mnie jednak robi ciągle wrażenie.
Nakręciłem się na tą robotę.
Przyznam, że zakres obowiązków pokrywał się praktycznie w 99% z moimi oczekiwaniami. Był totalnie inny od obecnego, i zahaczał o technologie, które znałem lub w których chciałbym się rozwijać.
Poprosiłem o spotkanie Managera, poinformowałem go o mojej decyzji, co on na to?
- Ok, nie ma sprawy, go ahead.
Najśmieszniejsze było to, że nabór był do ... drugiej grupy mojego Managera ;-). Czyli tak naprawdę to ew. zmiana stanowiska odbyła by się ciągle pod tym samym Brendanem Kowalskim. ;-)
Wysłałem papiery do HR i za dwa dni umówiono mnie na interview.
Interview.
Tutaj zaskoczenie: mimo, że rekrutacja przebiegała "wśród swoich" to wyglądała zupełnie oficjalnie:
Jennifer (najładniejsza z HR ;-) ), Mark - Principal Engineer i ... Brendan (mój manago właśnie!).
Nawet nie wiem kiedy minęła godzina.
Jak było? - wchodziłem tam z przekonaniem, że pokrywam oczekiwania w ok 70%.
O tych brakujących procentach nie ukrywałem, tylko kiedy schodziliśmy w te nieznane mi obszary starałem się nie kluczyć tylko prosto ucinać temat: tak, tutaj przyznaję nie mam doświadczenia w tej konkretnej technologii (dla przykładu pytanie o DOJO). Natomiast mam praktykę w bliźniaczej technologii (GWT) i nie wydaje się, żeby przeskoczenie na DOJO stanowilo dla mnie problem.
Aha, zabrałem również ze sobą swoje certyfikaty Java Sun. Przecież po to są... ;-)
Wyszedłem dość zadowolony ze spotkania. Mocno wierzyłem w powodzenie mojej aplikacji.
Następne pięć minut później już dużo mniej.
Minąłem sie bowiem z Łukaszem, drugim z trzech Polaków pracujących w AOL. Facet ma naprawdę równo poukładane w głowie, pracuje na pozycji Senior Engineer no i jest już chyba tutaj trzeci rok. Czasami spotykamy się na kawie i z rozmów z Nim wygląda, że studia w Warszawie wykształciły go jednak dużo bardziej do realnego rynku pracy.
Na wyniki rekrutacji przyszło mi poczekać ponad tydzień - a to dlatego, że wyleciałem do Polski na standardowy, miesięczny "mini urlop": wylot Czwartek wieczorem, przylot Wtorek wieczorem.
W międzyczasie coraz bardziej przygasały moje nadzieje na pozytywne wyniki interview. Dowiedziałem się w międzyczasie, że oprócz nas dwóch było jeszcze czterech innych Kandydatów.
Z drugiej strony myślałem sobie tak:
gdyby czasem doszło do sytuacji kiedy jest "remis" i decyzja zależy od widzimisię Brandona to może "po znajomości" On skłoni się ku mojej osobie?
Tym bardziej, że jakiś czas temu sygnalizowałem Mu moje niespełnienie na obecnym stanowisku i obiecał, że przy najbliższej okazji postara się coś z tym zrobić.
Tak. Bardzo bym chciał zmienić obecne stanowisko ale jednocześnie pozostać w AOL.
W ten sam dzień po przylocie zostałem poproszony na spotkanie. Tym razem już w gronie mniejszym: Brendan i Jen.
- Przemku, interview przeszło dość dobrze. Jestem zaskoczony Twoimi kwalifikacjami. Nie wiedziałem, że są one aż tak wysokie i konkretne. Naprawdę, kiedy wyszedłeś po rozmowie to aż powiedziałem do Jennifer "wow!".
Co do wyników zdecydowaliśmy się, że będziemy kontynuować z Łukaszem.
Natomiast ponieważ interview pokazał, jak dojrzałym jesteś specjalistą to zdecydowałem się wnioskować o awans dla ciebie na pozycję Senior Engineer. Praca z "papierkami" potrwa około miesiąca.
Inaczej mówiąc - oblałem ;-x
Jedyne pocieszenie dla mnie, to fakt, że "przegrałem" z Łukaszem. Jak skwitował Jason - "come on man! It's no shame!"
Potem jednak ogarnęła mnie złość: trochę na siebie, trochę na AOL.
Cholera! A mogło być tak pięknie - wszystko by się tak fajnie układało:
Po pół roku utknięcia w nudnych technologiach wreszcie mogłem trafić na stanowisko, gdzie chłonąłbym wiedzę jak gąbka. Po kilku tygodniach takiej pracy rozwinąłbym skrzydła, poczuł się na właściwym miejscu. Praca by mnie wciągała! W takiej sytuacji dużo bardziej zdecydowanie mógłbym powiedzieć: tak, to jest to czego szukałem. Fajna robota, chce tu zostać na dłużej, itp...
W takiej sytuacji przeprowadzka rodzinki i pomieszkanie kilka lat w Dublinie, na którą się w zasadzie zdecydowaliśmy, była by jeszcze bardziej uzasadniona.
A tak to mam wrażenie, że tu, gdzie jestem obecnie jednak trochę tracę czas.
Ale zacytuję tutaj klasyka - spokojnie, powolne miętkie ruchy.
Dam sobie jeszcze troszkę czasu - tym bardziej, że w ciągu dwóch miesięcy ma być jakiś roczny bonus no i ta promocja - nic specjalnego (rzekłbym: żadna łaska), ale zawsze lepiej wygląda na CV.
Nie lubię spadać, nawet z wysokiego konia.
Dobranoc.
Przemo juz tylko trochę wk....
No dobra, jak napiszę od początku to będzie najlepiej.
Jak wiadomo - aktualna pozycja i zakres obowiązków średnio mi pasuje. Jestem Certyfikowanym Inżynierem Java Sun.
Aktualnie w pracy obsługuję narzędzie ETL (Talend) - klikam myszką, przeciągam elementy, łączę strzałkami itp.
Ok dwa tygodnie temu w mojej firmowej skrzynce znalazłem ogłoszenie mniej więcej takiej treści:
##HOT JOB,##
Search team is looking for Software engineer...bla bla bla.
Required skills: java, Hibernate, DOJO, Tomcat.(...)
Inaczej mówiąc prowadzono wewnętrzną rekrutację zanim firma zdecydowała się wypuścić ogłoszenie "w świat".
To co mnie uderzyło - to tzw. referral bonus. Działa to na zasadzie: jeśli polecisz nam kogoś do pracy i Go przyjmiemy to mamy dla Ciebie 1000EUR, wypłacone przy najbliższej pensji.
Fajnie nie? ;-)
To prawdopodobnie typowe tutaj, spotkałem się z tym kontaktując się swojego czasu z Rekruterami) na mnie jednak robi ciągle wrażenie.
Nakręciłem się na tą robotę.
Przyznam, że zakres obowiązków pokrywał się praktycznie w 99% z moimi oczekiwaniami. Był totalnie inny od obecnego, i zahaczał o technologie, które znałem lub w których chciałbym się rozwijać.
Poprosiłem o spotkanie Managera, poinformowałem go o mojej decyzji, co on na to?
- Ok, nie ma sprawy, go ahead.
Najśmieszniejsze było to, że nabór był do ... drugiej grupy mojego Managera ;-). Czyli tak naprawdę to ew. zmiana stanowiska odbyła by się ciągle pod tym samym Brendanem Kowalskim. ;-)
Wysłałem papiery do HR i za dwa dni umówiono mnie na interview.
Interview.
Tutaj zaskoczenie: mimo, że rekrutacja przebiegała "wśród swoich" to wyglądała zupełnie oficjalnie:
Jennifer (najładniejsza z HR ;-) ), Mark - Principal Engineer i ... Brendan (mój manago właśnie!).
Nawet nie wiem kiedy minęła godzina.
Jak było? - wchodziłem tam z przekonaniem, że pokrywam oczekiwania w ok 70%.
O tych brakujących procentach nie ukrywałem, tylko kiedy schodziliśmy w te nieznane mi obszary starałem się nie kluczyć tylko prosto ucinać temat: tak, tutaj przyznaję nie mam doświadczenia w tej konkretnej technologii (dla przykładu pytanie o DOJO). Natomiast mam praktykę w bliźniaczej technologii (GWT) i nie wydaje się, żeby przeskoczenie na DOJO stanowilo dla mnie problem.
Aha, zabrałem również ze sobą swoje certyfikaty Java Sun. Przecież po to są... ;-)
Wyszedłem dość zadowolony ze spotkania. Mocno wierzyłem w powodzenie mojej aplikacji.
Następne pięć minut później już dużo mniej.
Minąłem sie bowiem z Łukaszem, drugim z trzech Polaków pracujących w AOL. Facet ma naprawdę równo poukładane w głowie, pracuje na pozycji Senior Engineer no i jest już chyba tutaj trzeci rok. Czasami spotykamy się na kawie i z rozmów z Nim wygląda, że studia w Warszawie wykształciły go jednak dużo bardziej do realnego rynku pracy.
Na wyniki rekrutacji przyszło mi poczekać ponad tydzień - a to dlatego, że wyleciałem do Polski na standardowy, miesięczny "mini urlop": wylot Czwartek wieczorem, przylot Wtorek wieczorem.
W międzyczasie coraz bardziej przygasały moje nadzieje na pozytywne wyniki interview. Dowiedziałem się w międzyczasie, że oprócz nas dwóch było jeszcze czterech innych Kandydatów.
Z drugiej strony myślałem sobie tak:
gdyby czasem doszło do sytuacji kiedy jest "remis" i decyzja zależy od widzimisię Brandona to może "po znajomości" On skłoni się ku mojej osobie?
Tym bardziej, że jakiś czas temu sygnalizowałem Mu moje niespełnienie na obecnym stanowisku i obiecał, że przy najbliższej okazji postara się coś z tym zrobić.
Tak. Bardzo bym chciał zmienić obecne stanowisko ale jednocześnie pozostać w AOL.
W ten sam dzień po przylocie zostałem poproszony na spotkanie. Tym razem już w gronie mniejszym: Brendan i Jen.
- Przemku, interview przeszło dość dobrze. Jestem zaskoczony Twoimi kwalifikacjami. Nie wiedziałem, że są one aż tak wysokie i konkretne. Naprawdę, kiedy wyszedłeś po rozmowie to aż powiedziałem do Jennifer "wow!".
Co do wyników zdecydowaliśmy się, że będziemy kontynuować z Łukaszem.
Natomiast ponieważ interview pokazał, jak dojrzałym jesteś specjalistą to zdecydowałem się wnioskować o awans dla ciebie na pozycję Senior Engineer. Praca z "papierkami" potrwa około miesiąca.
Inaczej mówiąc - oblałem ;-x
Jedyne pocieszenie dla mnie, to fakt, że "przegrałem" z Łukaszem. Jak skwitował Jason - "come on man! It's no shame!"
Potem jednak ogarnęła mnie złość: trochę na siebie, trochę na AOL.
- Na AOL za to, że przez ostatnie pół roku pracując właśnie tutaj miałem do czynienia z Javą tyle, co .... (nie ma chyba na to przysłowia ale chodzi mi o mało).
- Na siebie za to, że w ciągu tego wolnego czasu jedyna nowość z jaką się zapoznałem to GWT.
Cholera! A mogło być tak pięknie - wszystko by się tak fajnie układało:
Po pół roku utknięcia w nudnych technologiach wreszcie mogłem trafić na stanowisko, gdzie chłonąłbym wiedzę jak gąbka. Po kilku tygodniach takiej pracy rozwinąłbym skrzydła, poczuł się na właściwym miejscu. Praca by mnie wciągała! W takiej sytuacji dużo bardziej zdecydowanie mógłbym powiedzieć: tak, to jest to czego szukałem. Fajna robota, chce tu zostać na dłużej, itp...
W takiej sytuacji przeprowadzka rodzinki i pomieszkanie kilka lat w Dublinie, na którą się w zasadzie zdecydowaliśmy, była by jeszcze bardziej uzasadniona.
A tak to mam wrażenie, że tu, gdzie jestem obecnie jednak trochę tracę czas.
Ale zacytuję tutaj klasyka - spokojnie, powolne miętkie ruchy.
Dam sobie jeszcze troszkę czasu - tym bardziej, że w ciągu dwóch miesięcy ma być jakiś roczny bonus no i ta promocja - nic specjalnego (rzekłbym: żadna łaska), ale zawsze lepiej wygląda na CV.
Nie lubię spadać, nawet z wysokiego konia.
Dobranoc.
Przemo juz tylko trochę wk....

