Plan 6cio miesięczny odwalony
czas na podsumowanie
No właśnie, wczoraj uświadomiłem sobie, że stuknęła okrągła data związana z moim przybyciem do Irlandii.
No i postanowiłem to ogłosić przy okazji Wieczornego Piątkowego Guinessa.
W tygodniu generalnie ostrzegam się przed jakimikolwiek używkami (z pominięciem Internetu) ale w Piątek wieczorem dla zachowania pełni równowagi psychicznej serwujemy sobie wypad na kilka pint Guinessa. W pobliżu mamy sympatyczny bar w kompleksie hotelowym CityWest, dodatkowo Keith czuje się tam jak ryba w wodzie, gdyż pracował tam spory kawałek czasu. Tak więc zachowuje się jak u siebie i podrywa Najładniejszą Kelnerkę (oczywiście polkę).
Tak,
Mija nieco w piątek minęło ponad 6,5 miesiąca od kiedy moja stopa dotknęła Zielonej Wyspy i 6 miesięcy i dwa dni od kiedy zostałem zatrudniony w America Online Dublin.
Inaczej mówiąc skończył mi się okres próbny w AOL i dalej pracuję!
Jak to było wtedy jak to jest teraz?
No ogólnie bilans jest na PLUS. Nie żałuję, że odpuściłem sobie poprzednią pr@cę w Polsce. Nie żałuję, że znalazłem się tutaj.
Praca
W pracy mimo wszystkich tych opisywanych historii o zwolnieniach, nudzie, nudzie i w międzyczasie nudzie jednak jest pozytywnie. A wiele z tego zdarzyło się w ostatnim teraz tygodniu. Opiszę to na osobnym poście, ale teraz tylko wspomnę, że roztaczają się nowe, interesujące horyzonty.
Jeśli chodzi o wiedzę stricte techniczną to niewiele więcej mam w głowie teraz w porównaniu z lipcem, kiedy przybyłem do Dublina do AOL. Post wcześniej opisywałem jak to udało nam się w końcu wykazać, że narzędzie na którym pracowałem przez te 6 miesięcy jest niedojrzałym rozwiązaniem i być może te nasze głosy zostaną wysłuchane i Departament z niego zrezygnuje. Inaczej mówiąc narzędzie w którym stałem się w jakimś stopniu Specjalistą (chyba jedynym na Dublin) zostanie wywalone do kosza.
Ale nie martwi mnie to wcale. Naprawdę Kettle nie nadaje się do poważniejszej z nim zabawy. Jeszcze nie teraz.
Inne aspekty w pracy.
Nie czuję się już takim Alienem.
Mam już "swoje" miejsce w Kantynie, i zwykle nie siedzę tam sam tylko zawsze jest ktoś do którego można się odezwać i przegadać lunch.
Przez te pół roku pracowałem z ludźmi w Indiach, ze Stanów. Tutaj w Dublinie zaprzyjaźniłem się z Patrickiem, Jasonem, Jackiem. Oprócz tego myślę, że w miarę fajne stosunki układają się z moim Managerem a także miałem okazję popracować z managerem drugiej grupy (ETL do Personal Finance).
Miałem też dość ciekawą pogawędkę z Sefem Wsystkich Sefow, kiedy przyleciał do Dublina na Christmas Party.
Oprócz tego jest jeszcze kilka przelotniejszych znajomości w pracy.
Nie czuję się już obco w AOL.
Rozłąka
Wbrew oczekiwaniom i obawom mam wrażenie, że najmniej boleśnie ten czas rozłąki znoszą moje dzieci a dużo więcej odczuwamy to my (Justyna i Ja).
Dzieciaki oczywiście trochę tęsknią ale raczej nie zauważyliśmy u Nich jakichś małych dziecięcych dramatów z powodu nieobecności taty. Najważniejsze, jest aby jasno przed nimi stawiać sytuację: nie będzie mnie tyle i tyle, przylecę tego i tego dnia. One po prostu wtedy to wiedzą, czekają cierpliwie - i póki co nie są zawiedzione (to znaczy zawsze udaje nam się utrzymywać terminy spotkań).
Mam wielkie wsparcie od Staruszkow i Siór (Siorów??). Wiem, ze jeśli jest potrzeba to jeden telefon i Ojczulo wsiada w autko i jest w Łodzi za dwie godziny. Wiwat Telefon GaguGadu i rozmowy w cenie 3 zł / godzinę!
Teraz na przykład we wtorek tata będzie u Justyny, przywiezie swój Komplet Majsterkowicza i będzie naprawiał zasuwkę przy drzwiach (coś tam przeskakuje). Wsparcie Rodziców to jest wspaniała sprawa. I teraz to naprawdę odczuwam jak nigdy wcześniej.
Kasa
Zaczynam mieć nadwyżki na koniec miesiąca.
Naiwnością było sądzić, że wielkie profity zaczną odkładać się na koncie od pierwszego miesiąca pracy tutaj. Największa część kaski poszła na bilety lotnicze - kupowane zwykle na bardzo nieodległy termin no i w dużych ilościach. Przez te sześć miesięcy byłem w Polsce 3 razy, Justyna była w Dublinie raz, i potem była jeszcze dwa razy razem z dzieciakami.
Poza tym sporo monet żetonu wydałem właśnie celowo, aby moja familia poczuła na własnej skórze, że to przez tą "Irlandię":
no więc stać nas jest na fajowe Ecco-buciory, dzieciaki miały takie prezenty jakie naprawdę chciałem im kupić a nie na jakie mogliśmy sobie pozwolić, kupiłem Justynce laptopa dzięki czemu możemy sobie porozmawiać wieczorkiem nie wprowadzając zamieszania w pokoju Kuby gdzie jest duży komputerek. Stać nas na bezustanną walkę Justyny z Egzaminem na Prawo Jazdy (podejście co miesiąc, wykupywanie dodatkowych godzin jazd itp... ).
Aaa - no i chyba wyszedłem na prostą ze stanem mojego uzębienia ;-) Za każdym razem gdy jestem w Polsce to wizyta u dentystki jest obowiązkowa.
Mamy styczeń, mogę już kupować bilety z wyprzedzeniem przynajmniej 2 miesięcznym. No i w tempie jeden na miesiąc (a nie trzy w miesiącu jak to było w okresie wrzesień, październik ;-) ).
Co z tymi nadwyżkami?
No cóż, trzeba je konsumować ( i tu za głowę złapią się wszyscy ekonomiści, którzy krzyczą 'inwestować!!').
A tak serio to w związku z Wielką Decyzją (o której niedługo więcej) to zaczynam myśleć o kupieniu Autka.
Ostatni tydzień był bardzo przodu w tym temacie, ukierunkowałem swoje wymagania. Byliśmy z Pawłem i Keithem u handlarza (Paweł też myśli o autku), wsiadłem do Renault Scenic, zobaczyłem te wszystkie szufladki, półeczki, podstawki na kawę, podwójne szyberdachy i tą przestrzeń w środku. Zobaczyłem oczami wyobraźni jak na tyle siedzą nasze Kajtki, jak sobie jedziemy na weekend gdzieś na drugi brzeg Wyspy. I już wiem, że chcę mieć takie autko. Dokładnie takie, w tej wersji (pełna elektryka, 2 x sunroof, itp) i żadne inne.
Obdzwoniłem ubezpieczalnie aby zorientować się w cenach ubezpieczenia.
Justyna tymczasem załatwia w Polsce papiery z UNIQA, które pozwolą mi tutaj wnioskować o No Claim Bonus - zniżkę za bezwypadkową jazdę. Po prostu chce przenieść historię moich ubezpieczeń z Polski tutaj - i mieć z tego powodu zniżki takie jak w PL. Z tym, ze tutaj ponieważ składki zaczynają się od 600EURO to i zniżki są większego kalibru.
No i w zasadzie stać mnie na taki używany, 7mio letni samochodzik!
Po przylocie z Polski biorę się za załatwienie kredytu i kupno autka.
No dobra, co dalej?
Zdecydowaliśmy z Justyną, że chcemy pomieszkać w Irlandii.
Przeprowadzka w wakacje.
Na ten temat rozpisze się więcej w osobnym poście.
Tymczasem kończę, gdyż od początku pisania tego posta pociągam Rum z Colą i już mi się nieco mamroczą literki.
Na koniec jeszcze zdjęcie Keitha, ktory też w ramach New Year Resolution wziął się za porządkowanie swojego życia. Zaczął od papierów w swoim pokoju:
No i postanowiłem to ogłosić przy okazji Wieczornego Piątkowego Guinessa.
W tygodniu generalnie ostrzegam się przed jakimikolwiek używkami (z pominięciem Internetu) ale w Piątek wieczorem dla zachowania pełni równowagi psychicznej serwujemy sobie wypad na kilka pint Guinessa. W pobliżu mamy sympatyczny bar w kompleksie hotelowym CityWest, dodatkowo Keith czuje się tam jak ryba w wodzie, gdyż pracował tam spory kawałek czasu. Tak więc zachowuje się jak u siebie i podrywa Najładniejszą Kelnerkę (oczywiście polkę).
Tak,
Mija nieco w piątek minęło ponad 6,5 miesiąca od kiedy moja stopa dotknęła Zielonej Wyspy i 6 miesięcy i dwa dni od kiedy zostałem zatrudniony w America Online Dublin.
Inaczej mówiąc skończył mi się okres próbny w AOL i dalej pracuję!
Jak to było wtedy jak to jest teraz?
No ogólnie bilans jest na PLUS. Nie żałuję, że odpuściłem sobie poprzednią pr@cę w Polsce. Nie żałuję, że znalazłem się tutaj.
Praca
W pracy mimo wszystkich tych opisywanych historii o zwolnieniach, nudzie, nudzie i w międzyczasie nudzie jednak jest pozytywnie. A wiele z tego zdarzyło się w ostatnim teraz tygodniu. Opiszę to na osobnym poście, ale teraz tylko wspomnę, że roztaczają się nowe, interesujące horyzonty.
Jeśli chodzi o wiedzę stricte techniczną to niewiele więcej mam w głowie teraz w porównaniu z lipcem, kiedy przybyłem do Dublina do AOL. Post wcześniej opisywałem jak to udało nam się w końcu wykazać, że narzędzie na którym pracowałem przez te 6 miesięcy jest niedojrzałym rozwiązaniem i być może te nasze głosy zostaną wysłuchane i Departament z niego zrezygnuje. Inaczej mówiąc narzędzie w którym stałem się w jakimś stopniu Specjalistą (chyba jedynym na Dublin) zostanie wywalone do kosza.
Ale nie martwi mnie to wcale. Naprawdę Kettle nie nadaje się do poważniejszej z nim zabawy. Jeszcze nie teraz.
Inne aspekty w pracy.
Nie czuję się już takim Alienem.
Mam już "swoje" miejsce w Kantynie, i zwykle nie siedzę tam sam tylko zawsze jest ktoś do którego można się odezwać i przegadać lunch.
Przez te pół roku pracowałem z ludźmi w Indiach, ze Stanów. Tutaj w Dublinie zaprzyjaźniłem się z Patrickiem, Jasonem, Jackiem. Oprócz tego myślę, że w miarę fajne stosunki układają się z moim Managerem a także miałem okazję popracować z managerem drugiej grupy (ETL do Personal Finance).
Miałem też dość ciekawą pogawędkę z Sefem Wsystkich Sefow, kiedy przyleciał do Dublina na Christmas Party.
Oprócz tego jest jeszcze kilka przelotniejszych znajomości w pracy.
Nie czuję się już obco w AOL.
Rozłąka
Wbrew oczekiwaniom i obawom mam wrażenie, że najmniej boleśnie ten czas rozłąki znoszą moje dzieci a dużo więcej odczuwamy to my (Justyna i Ja).
Dzieciaki oczywiście trochę tęsknią ale raczej nie zauważyliśmy u Nich jakichś małych dziecięcych dramatów z powodu nieobecności taty. Najważniejsze, jest aby jasno przed nimi stawiać sytuację: nie będzie mnie tyle i tyle, przylecę tego i tego dnia. One po prostu wtedy to wiedzą, czekają cierpliwie - i póki co nie są zawiedzione (to znaczy zawsze udaje nam się utrzymywać terminy spotkań).
Mam wielkie wsparcie od Staruszkow i Siór (Siorów??). Wiem, ze jeśli jest potrzeba to jeden telefon i Ojczulo wsiada w autko i jest w Łodzi za dwie godziny. Wiwat Telefon GaguGadu i rozmowy w cenie 3 zł / godzinę!
Teraz na przykład we wtorek tata będzie u Justyny, przywiezie swój Komplet Majsterkowicza i będzie naprawiał zasuwkę przy drzwiach (coś tam przeskakuje). Wsparcie Rodziców to jest wspaniała sprawa. I teraz to naprawdę odczuwam jak nigdy wcześniej.
Kasa
Zaczynam mieć nadwyżki na koniec miesiąca.
Naiwnością było sądzić, że wielkie profity zaczną odkładać się na koncie od pierwszego miesiąca pracy tutaj. Największa część kaski poszła na bilety lotnicze - kupowane zwykle na bardzo nieodległy termin no i w dużych ilościach. Przez te sześć miesięcy byłem w Polsce 3 razy, Justyna była w Dublinie raz, i potem była jeszcze dwa razy razem z dzieciakami.
Poza tym sporo monet żetonu wydałem właśnie celowo, aby moja familia poczuła na własnej skórze, że to przez tą "Irlandię":
no więc stać nas jest na fajowe Ecco-buciory, dzieciaki miały takie prezenty jakie naprawdę chciałem im kupić a nie na jakie mogliśmy sobie pozwolić, kupiłem Justynce laptopa dzięki czemu możemy sobie porozmawiać wieczorkiem nie wprowadzając zamieszania w pokoju Kuby gdzie jest duży komputerek. Stać nas na bezustanną walkę Justyny z Egzaminem na Prawo Jazdy (podejście co miesiąc, wykupywanie dodatkowych godzin jazd itp... ).
Aaa - no i chyba wyszedłem na prostą ze stanem mojego uzębienia ;-) Za każdym razem gdy jestem w Polsce to wizyta u dentystki jest obowiązkowa.
Mamy styczeń, mogę już kupować bilety z wyprzedzeniem przynajmniej 2 miesięcznym. No i w tempie jeden na miesiąc (a nie trzy w miesiącu jak to było w okresie wrzesień, październik ;-) ).
Co z tymi nadwyżkami?
No cóż, trzeba je konsumować ( i tu za głowę złapią się wszyscy ekonomiści, którzy krzyczą 'inwestować!!').
A tak serio to w związku z Wielką Decyzją (o której niedługo więcej) to zaczynam myśleć o kupieniu Autka.
Ostatni tydzień był bardzo przodu w tym temacie, ukierunkowałem swoje wymagania. Byliśmy z Pawłem i Keithem u handlarza (Paweł też myśli o autku), wsiadłem do Renault Scenic, zobaczyłem te wszystkie szufladki, półeczki, podstawki na kawę, podwójne szyberdachy i tą przestrzeń w środku. Zobaczyłem oczami wyobraźni jak na tyle siedzą nasze Kajtki, jak sobie jedziemy na weekend gdzieś na drugi brzeg Wyspy. I już wiem, że chcę mieć takie autko. Dokładnie takie, w tej wersji (pełna elektryka, 2 x sunroof, itp) i żadne inne.
Obdzwoniłem ubezpieczalnie aby zorientować się w cenach ubezpieczenia.
Justyna tymczasem załatwia w Polsce papiery z UNIQA, które pozwolą mi tutaj wnioskować o No Claim Bonus - zniżkę za bezwypadkową jazdę. Po prostu chce przenieść historię moich ubezpieczeń z Polski tutaj - i mieć z tego powodu zniżki takie jak w PL. Z tym, ze tutaj ponieważ składki zaczynają się od 600EURO to i zniżki są większego kalibru.
No i w zasadzie stać mnie na taki używany, 7mio letni samochodzik!
Po przylocie z Polski biorę się za załatwienie kredytu i kupno autka.
No dobra, co dalej?
Zdecydowaliśmy z Justyną, że chcemy pomieszkać w Irlandii.
Przeprowadzka w wakacje.
Na ten temat rozpisze się więcej w osobnym poście.
Tymczasem kończę, gdyż od początku pisania tego posta pociągam Rum z Colą i już mi się nieco mamroczą literki.
Na koniec jeszcze zdjęcie Keitha, ktory też w ramach New Year Resolution wziął się za porządkowanie swojego życia. Zaczął od papierów w swoim pokoju:
Pytanie lingwinistyczne :)
Witaj!
Podobnie jak Ty pracuję w branży IT (programista) z tym że w Polsce. Myślę jednak o wyjeździe do IRL. Mam tak samo na imię jak Ty i zastanawiam się, w jaki sposób zwracają się do Ciebie koledzy z pracy...? ten zlepek p+sz jest trochę chyba jednak egzotyczny.
Potraktuj pytanie śmiechowo :)
Pytanie lingwinistyczne :)
Witaj!
Podobnie jak Ty pracuję w branży IT (programista) z tym że w Polsce. Myślę jednak o wyjeździe do IRL. Mam tak samo na imię jak Ty i zastanawiam się, w jaki sposób zwracają się do Ciebie koledzy z pracy...? ten zlepek p+sz jest trochę chyba jednak egzotyczny.
Potraktuj pytanie śmiechowo :)

