Polscy informatycy kochają to co robią
a Irlandcy chłopcy mają z tej pracy przede wszystkim pieniądze
Taka konkluzja mnie dzisiaj naszła.
Tak,
nie wyobrażam sobie innej pracy niż praca w IT. Nie zawężam tego stwierdzenia do, przykłądowo, programowania serwisów WWW, pracy z bazami danych czy zarządządzania projektami informatycznym. Mam na myśli kwestie bardziej ogólne: praca w branży IT, ciągle pojawiające się nowe technologie, za którymi musisz podążać or die (sorry, ostatnie kilka dni przypominałem sobie Perla ;-)) ).
I dotychczas pracując w Polsce spotykałem się z podobnym podejściem moich kolegów informatyków.
Hmm, przyznam, że to przeświadczenie o fajności bycia w branży IT zostało u mnie mocno podbudowane w poprzedniej pr@cy.
Tam jeszcze do niedawna ludzie z IT byli postrzegani jako "szamani" zamknięci w swoim dziale, siedzący przed monitorami, z linijkami nieznanych zaklęć. Wejście do działu IT kojarzyło się zwykłemu śmiertelnikowi z wkroczeniem do nieznanej krainy wypełnnionej magicznymi artefaktami: kostki pamięci leżące na biurkach, twarde dyski i te komputery w każdej maści i sorcie obecne w każdym miejscu.
Zwykle interesant przychodził z problemem i był to człowiek z innego świata: w ręku dzierżył najczęściej dokument magazynowo-fiskalny, na którym wystąpił błąd, lekko przykurzona powierzchowność (magazyn w sporej logistycznej firmie) i uniżona prośba o rozpatrzenie tegoż błędu w najbliższym możliwym terminie.
I w zależności od pozycji Księżyca względem Słońca pochylał się taki Szaman nad swoim ołtarzykiem, kilka magiczynych zaklęć z obowiązkową rozmową ze samym sobą pod nosem i voila jest! już! jest! działa!
Dokument poprawny, petent szczęśliwy, Szaman po raz kolejny udowodnił sobie samemu jak to on nie jest KUL.
To oczywiście mocno przesadzony obraz, ale zastanawiałem się tak naprawdę co mi się podoba w byciu informatykiem.
I doszedłem do wniosku, że największą frajdę sprawia mi świadomość że informatyka jest dziedziną bardzo precyzyjną. Dobrze napisany program będzie działał tak jak ja chcę i ZAWSZE wszystko można tutaj logicznie wytłumaczyć.
Wracamy do głównej myśli tego posta.
Po raz kolejny zaszkoczył mnie rynek informatyczny w Irlandii.
Patrick dzisiaj stwierdza:
chyba dam sobie spokój z pracą w IT, jestem już zmęczony. Złożyłem papiery do Civil Service (powiedzmy, że jest to coś w rodzaju straży obywatelskiej, w Jego przypadku to praca za biurkiem). Kolega na stanowisku Software Engineer, od ok 10 lat.
Poprzedni znajomy był jeszcze bardziej rewolucyjny:
- Wracam w swoje rodzinne strony (Irlandia Północna) i poszukam pracy w branży ... rybołówstwo (jak się odmienia to słowo przez "JAKIEJ"?) Ten kolega od ponad 15tu lat w branży, w tym 10 lat w AOL w tym przynajmniej 5 lat na stanowisku Technical Manager). Jakby to powiedzieć: piękne papiery...
Inaczej mówiąc Irlandcy informatycy nie traktują tej pracy jako frajdy. Ot, robota jak każda inna, odwalić swoje i wyjśc o 17tej...
Może nie było im dane skosztować tego uczucia bycia Szamanem? ;-)
Nie wiem co o tym sądzić - chyba jest to zdrowsze podejście (pracujesz aby żyć a nie żyjesz aby pracować), ale z drugiej strony ewidentnie odbija się na kwalifikacjach.
Ot takie moje przemyślenia, a do 17.30 jeszcze ponad godzina ;-)
Tak,
nie wyobrażam sobie innej pracy niż praca w IT. Nie zawężam tego stwierdzenia do, przykłądowo, programowania serwisów WWW, pracy z bazami danych czy zarządządzania projektami informatycznym. Mam na myśli kwestie bardziej ogólne: praca w branży IT, ciągle pojawiające się nowe technologie, za którymi musisz podążać or die (sorry, ostatnie kilka dni przypominałem sobie Perla ;-)) ).
I dotychczas pracując w Polsce spotykałem się z podobnym podejściem moich kolegów informatyków.
Hmm, przyznam, że to przeświadczenie o fajności bycia w branży IT zostało u mnie mocno podbudowane w poprzedniej pr@cy.
Tam jeszcze do niedawna ludzie z IT byli postrzegani jako "szamani" zamknięci w swoim dziale, siedzący przed monitorami, z linijkami nieznanych zaklęć. Wejście do działu IT kojarzyło się zwykłemu śmiertelnikowi z wkroczeniem do nieznanej krainy wypełnnionej magicznymi artefaktami: kostki pamięci leżące na biurkach, twarde dyski i te komputery w każdej maści i sorcie obecne w każdym miejscu.
Zwykle interesant przychodził z problemem i był to człowiek z innego świata: w ręku dzierżył najczęściej dokument magazynowo-fiskalny, na którym wystąpił błąd, lekko przykurzona powierzchowność (magazyn w sporej logistycznej firmie) i uniżona prośba o rozpatrzenie tegoż błędu w najbliższym możliwym terminie.
I w zależności od pozycji Księżyca względem Słońca pochylał się taki Szaman nad swoim ołtarzykiem, kilka magiczynych zaklęć z obowiązkową rozmową ze samym sobą pod nosem i voila jest! już! jest! działa!
Dokument poprawny, petent szczęśliwy, Szaman po raz kolejny udowodnił sobie samemu jak to on nie jest KUL.
To oczywiście mocno przesadzony obraz, ale zastanawiałem się tak naprawdę co mi się podoba w byciu informatykiem.
I doszedłem do wniosku, że największą frajdę sprawia mi świadomość że informatyka jest dziedziną bardzo precyzyjną. Dobrze napisany program będzie działał tak jak ja chcę i ZAWSZE wszystko można tutaj logicznie wytłumaczyć.
Wracamy do głównej myśli tego posta.
Po raz kolejny zaszkoczył mnie rynek informatyczny w Irlandii.
Patrick dzisiaj stwierdza:
chyba dam sobie spokój z pracą w IT, jestem już zmęczony. Złożyłem papiery do Civil Service (powiedzmy, że jest to coś w rodzaju straży obywatelskiej, w Jego przypadku to praca za biurkiem). Kolega na stanowisku Software Engineer, od ok 10 lat.
Poprzedni znajomy był jeszcze bardziej rewolucyjny:
- Wracam w swoje rodzinne strony (Irlandia Północna) i poszukam pracy w branży ... rybołówstwo (jak się odmienia to słowo przez "JAKIEJ"?) Ten kolega od ponad 15tu lat w branży, w tym 10 lat w AOL w tym przynajmniej 5 lat na stanowisku Technical Manager). Jakby to powiedzieć: piękne papiery...
Inaczej mówiąc Irlandcy informatycy nie traktują tej pracy jako frajdy. Ot, robota jak każda inna, odwalić swoje i wyjśc o 17tej...
- Szkolenia nie przymusowe?
- Czytanie branżowych materiałów w domu?
- W ogóle - siedzenie przy komputerze w domu nie związanie z rozrywką (gry, chaty, itp...)??
Może nie było im dane skosztować tego uczucia bycia Szamanem? ;-)
Nie wiem co o tym sądzić - chyba jest to zdrowsze podejście (pracujesz aby żyć a nie żyjesz aby pracować), ale z drugiej strony ewidentnie odbija się na kwalifikacjach.
Ot takie moje przemyślenia, a do 17.30 jeszcze ponad godzina ;-)
dobre :)
"I w zależności od pozycji Księżyca względem Słońca pochylał się taki Szaman nad swoim ołtarzykiem, kilka magiczynych zaklęć z obowiązkową rozmową ze samym sobą pod nosem..."
Swoją drogą to ciekawe, że "z zwenątrz" praca informatyka wygląda niemal jak czarnoksięstwo, operowanie magicznymi formułami, kiedy jest dokładnie odwrotnie: precyzyjnie i logicznie.

