No i już po świętach
Było minęło
Rodzinka poleciała z powrotem do domu, Justyna, Hania i Kuba byli u mnie od 22go grudnia do przedwczoraj - 1 stycznia.
Jak było?
Fajnie, ale jednocześnie lekko stresowo i ...zimno.
Co do tego zimno to oczywiście nie musze za wiele wyjaśniać: obecne mieszkanie jest po prostu zimne, pisałem już nawet o tym gdzieś wcześniej. W każdym pokoju są co prawda elektryczne piecyki i dzięki temu w naszym pokoju udawało się utrzymać przyzwoitą temperaturę. Ale za to w salonie... średnio było 17 stopni. Dodatkowo jeszcze wicher z pod drzwi Keitha (on miał prawie cały czas otwarte okno u siebie) wychładzał pokój.
Dlaczego stresowo? Może za mocne słowo, ale generalnie chciałem aby wszystko się udało, aby wrażenia z pobytu były jak najbardziej pozytywne, aby dzieciaki się nie nudziły... i Irlandia kojarzyła im miło (no w końcu chyba będą tu mieszkały za jakiś czas).
Chyba się udało - nie było nudy, na szczęście prezenty Gwiazdkowe były mocno zajmujące no i staraliśmy się planować sobie jakieś wypady każdego dnia. Najfajnieszy z nich to wypad do St.James Storehouse - mówiąc krótko i po polsku - browar gdzie produkowany jest Guiness. Świetna ekspozycja procesu warzenia piwa, cała historia firmy, ekspozycja reklam piwa z ponad stu lat na a na samej górze Gravity Bar - najwyższy punkt w Dublinie z panoramą na całe miasto i oczywiście Gunessem w dłoni (w cenie biletu).
Tak, na szybko podaję linka do galerii fotek na Picassie (http://picasaweb.google.com/pbujko/20071228Guiness).
Keith był również dzielny: walczył ze swoim nałogiem palenia. Nawet jeśli palił to zamykał się w swoim pokoju, otwierał okno i starał się aby dym nam nie przeszkadzał. Za to jestem mu wdziędzny, że potrafił uszanować nasze niepalenie. Przyznam szczerze, że jeszcze przed przyjazdem gości byłem bardzo blisko decyzji o szukaniu innego lokum od nowego roku. I gdyby Keith nie zachował się jak się zachował - chyba bym to właśnie robił. Póki co jednak zostanę jeszce tutaj, w końcu jeszce tylko dwa miesiące tej cholernej zimy (zimnej ale bez śniegu) ;-)
Wigilię spędziliśmy u Pawła w Trimie, spotkaliśmy się również ze znajomymi z Saggart. Po tych dwóch spotkaniach wiem jak napewno nie chcę mieszkać i w jakim mieszkaniu chciałbym mieszkać ;-)
Drugi dzień po wyjeździe i nie mam doła powyjazdowego. Oby tak dalej.
Jak było?
Fajnie, ale jednocześnie lekko stresowo i ...zimno.
Co do tego zimno to oczywiście nie musze za wiele wyjaśniać: obecne mieszkanie jest po prostu zimne, pisałem już nawet o tym gdzieś wcześniej. W każdym pokoju są co prawda elektryczne piecyki i dzięki temu w naszym pokoju udawało się utrzymać przyzwoitą temperaturę. Ale za to w salonie... średnio było 17 stopni. Dodatkowo jeszcze wicher z pod drzwi Keitha (on miał prawie cały czas otwarte okno u siebie) wychładzał pokój.
Dlaczego stresowo? Może za mocne słowo, ale generalnie chciałem aby wszystko się udało, aby wrażenia z pobytu były jak najbardziej pozytywne, aby dzieciaki się nie nudziły... i Irlandia kojarzyła im miło (no w końcu chyba będą tu mieszkały za jakiś czas).
Chyba się udało - nie było nudy, na szczęście prezenty Gwiazdkowe były mocno zajmujące no i staraliśmy się planować sobie jakieś wypady każdego dnia. Najfajnieszy z nich to wypad do St.James Storehouse - mówiąc krótko i po polsku - browar gdzie produkowany jest Guiness. Świetna ekspozycja procesu warzenia piwa, cała historia firmy, ekspozycja reklam piwa z ponad stu lat na a na samej górze Gravity Bar - najwyższy punkt w Dublinie z panoramą na całe miasto i oczywiście Gunessem w dłoni (w cenie biletu).
Tak, na szybko podaję linka do galerii fotek na Picassie (http://picasaweb.google.com/pbujko/20071228Guiness).
Keith był również dzielny: walczył ze swoim nałogiem palenia. Nawet jeśli palił to zamykał się w swoim pokoju, otwierał okno i starał się aby dym nam nie przeszkadzał. Za to jestem mu wdziędzny, że potrafił uszanować nasze niepalenie. Przyznam szczerze, że jeszcze przed przyjazdem gości byłem bardzo blisko decyzji o szukaniu innego lokum od nowego roku. I gdyby Keith nie zachował się jak się zachował - chyba bym to właśnie robił. Póki co jednak zostanę jeszce tutaj, w końcu jeszce tylko dwa miesiące tej cholernej zimy (zimnej ale bez śniegu) ;-)
Wigilię spędziliśmy u Pawła w Trimie, spotkaliśmy się również ze znajomymi z Saggart. Po tych dwóch spotkaniach wiem jak napewno nie chcę mieszkać i w jakim mieszkaniu chciałbym mieszkać ;-)
Drugi dzień po wyjeździe i nie mam doła powyjazdowego. Oby tak dalej.

