Brejkfru
albo przynajmniej jego początek
Czy ja nie jestem zbyt niecierpliwy, czy reaguje normalnie?
Jak wspominałem wcześniej mój obecny zakres obowiązków w AOL jest niesatysfakcjonujący:
No cóż - praca która nie rozwija - to kiepska praca. Poza tym AOL jest na tyle zorganizowaną korporacją, że pewnie jeśli tak stan rzeczy będzie się dalej utrzymywał to w podsumowaniach, słupkach i bilansach wyjdzie im że siedzi sobie taki "zasób" w Dublinie, płaci mu się i nie zleca żadnych tasków...
Stąd od kilku dni chodzę taki z lekka zdezorientowany. Dodatkowo jeszcze świadomość, że Patrick zniknie niebawem (rekrutacja postępuje mu w miarę dobrze) i wówczas będę się nudził już kompletnie sam ;-)))
Dzisiaj ostatecznie przelała się szala.
Cała grupa pracująca nad projektem autos otrzymała email ze zgrubną rozpiską prac na najbliższy kwartał (tak na oko).
Z emaila jasno wynika, że Dublin (w mojej osobie bo Patricka już nie liczę) nie ma tam nic do roboty.
Uciekać, uciekać z tego chorego klimatu...
Ale zostać w AOL...
Poprosiłem o rozmowę mojego nowego Managera.
Tak na pierwszy rzut oka, przeciwność Jonathana (mój były manago). Drobny, ruchliwy, szybko nadaje.... Ale wygląda na sympatycznego. I na imię ma Brendan (Kowalski... ;) )
Przedstawiłem swoją sytuację, jakie mam kwalifikacje, jakie certyfikaty, co mnie interesuje i co aktualnie robiłem w AOL.
Jeden fragment rozmowy zapadł mi w pamięć, jest to chyba dobre podsumowanie ostatnich kilku miesięcy:
- no więc jako Java Developer pracowałem na narzędziu Kettle - open source do ETL bazujący na Java.
- OK, I jak?, poprawiłeś jakieś błędy, wniosłeś tam coś swojego?
- nie, ja je po prostu używałem do modelowania procesów ETL.
- zaraz... nie rozwijałeś, nie kodowałeś w Java, tylko tak po prostu używałeś??
- tak, właśnie tak.. zamiast jako mechanik samochodowy grzebać w samochodzie to ja tym autem po prostu jeździłem.
(...)
Generalnie waliłem prosto z mostu: co w obecnej sytuacji mi nie odpowiada, co bym, chciał robić i gdzie bym chciał się znaleźć.
- Ok, doceniam Twoja szczerość i rozumiem to. Sam byłem developerem i wiem co chce się na takim stanowisku robić. Dajmy sobie trochę czasu i zobaczymy co się da z tym zrobić. Jestem Twoim manago i jednym z moich zadań jest powodować, żeby moi ludzie czuli się spełnieni w swojej pracy.
Na co liczę?
Stara grupa Brendana zajmuje się fajnymi sprawami. Dziś rozmawiałem z jednym z ludzi z tej grupy o stosowanych technologiach. I są naprawdę bliżej technologii web, która jest moim konikiem.
Okazuje się, że jeden z ludzi opuszcza firmę. I Brendan rozgląda się za nowym człowiekiem.
Prosty rachunek
Z jednej strony mam sygnał, że nie mam już nic do roboty w dotychczasowym projekcie. I nie tylko z tego powodu - nie chcę tam już dłużej być.
Z drugiej strony są "w okolicy" projekty, które są dużo bardziej interesujące i prawdopodobnie luzuje się tam miejsce.
Oba projekty są prowadzone przez ludzi tego samego managera. I ten manager o tym wie i chce mi zrobić dobrze ;-))))
Liczę, że coś z tego wyjdzie.
Pozytywnego.
Dobranoc.
Przemo z nadzieją w głosie...
Jak wspominałem wcześniej mój obecny zakres obowiązków w AOL jest niesatysfakcjonujący:
- od strony technologicznej robię dość podstawowe sprawy, nie mam z tego żadnej frajdy,
- tych zadań jest coraz mniej. Ostatni bugfix spadł do mnie około tygodnia temu. Od tego czasu nic...
No cóż - praca która nie rozwija - to kiepska praca. Poza tym AOL jest na tyle zorganizowaną korporacją, że pewnie jeśli tak stan rzeczy będzie się dalej utrzymywał to w podsumowaniach, słupkach i bilansach wyjdzie im że siedzi sobie taki "zasób" w Dublinie, płaci mu się i nie zleca żadnych tasków...
Stąd od kilku dni chodzę taki z lekka zdezorientowany. Dodatkowo jeszcze świadomość, że Patrick zniknie niebawem (rekrutacja postępuje mu w miarę dobrze) i wówczas będę się nudził już kompletnie sam ;-)))
Dzisiaj ostatecznie przelała się szala.
Cała grupa pracująca nad projektem autos otrzymała email ze zgrubną rozpiską prac na najbliższy kwartał (tak na oko).
Z emaila jasno wynika, że Dublin (w mojej osobie bo Patricka już nie liczę) nie ma tam nic do roboty.
Uciekać, uciekać z tego chorego klimatu...
Ale zostać w AOL...
Poprosiłem o rozmowę mojego nowego Managera.
Tak na pierwszy rzut oka, przeciwność Jonathana (mój były manago). Drobny, ruchliwy, szybko nadaje.... Ale wygląda na sympatycznego. I na imię ma Brendan (Kowalski... ;) )
Przedstawiłem swoją sytuację, jakie mam kwalifikacje, jakie certyfikaty, co mnie interesuje i co aktualnie robiłem w AOL.
Jeden fragment rozmowy zapadł mi w pamięć, jest to chyba dobre podsumowanie ostatnich kilku miesięcy:
- no więc jako Java Developer pracowałem na narzędziu Kettle - open source do ETL bazujący na Java.
- OK, I jak?, poprawiłeś jakieś błędy, wniosłeś tam coś swojego?
- nie, ja je po prostu używałem do modelowania procesów ETL.
- zaraz... nie rozwijałeś, nie kodowałeś w Java, tylko tak po prostu używałeś??
- tak, właśnie tak.. zamiast jako mechanik samochodowy grzebać w samochodzie to ja tym autem po prostu jeździłem.
(...)
Generalnie waliłem prosto z mostu: co w obecnej sytuacji mi nie odpowiada, co bym, chciał robić i gdzie bym chciał się znaleźć.
- Ok, doceniam Twoja szczerość i rozumiem to. Sam byłem developerem i wiem co chce się na takim stanowisku robić. Dajmy sobie trochę czasu i zobaczymy co się da z tym zrobić. Jestem Twoim manago i jednym z moich zadań jest powodować, żeby moi ludzie czuli się spełnieni w swojej pracy.
Na co liczę?
Stara grupa Brendana zajmuje się fajnymi sprawami. Dziś rozmawiałem z jednym z ludzi z tej grupy o stosowanych technologiach. I są naprawdę bliżej technologii web, która jest moim konikiem.
Okazuje się, że jeden z ludzi opuszcza firmę. I Brendan rozgląda się za nowym człowiekiem.
Prosty rachunek
Z jednej strony mam sygnał, że nie mam już nic do roboty w dotychczasowym projekcie. I nie tylko z tego powodu - nie chcę tam już dłużej być.
Z drugiej strony są "w okolicy" projekty, które są dużo bardziej interesujące i prawdopodobnie luzuje się tam miejsce.
Oba projekty są prowadzone przez ludzi tego samego managera. I ten manager o tym wie i chce mi zrobić dobrze ;-))))
Liczę, że coś z tego wyjdzie.
Pozytywnego.
Dobranoc.
Przemo z nadzieją w głosie...

