Ból
zagościł wyjątkowo wyraźnie w moich plecach
Ci, którzy pracują w biurze pewnie wiedzą o czym piszę.
Osobnik ten to mój stały towarzysz od dobrych kilku lat. Ten Nieproszony Gość regularnie odwiedza mnie w okolicach środka tygodnia i pozostaje ze mną do soboty, kiedy to w weekend nie spędzam czasu siedząc za biurkiem.
Na początku pracy w AOL, kiedy nie mogłem się wpasować w nowe biurko ból powrócił z podwójną siłą. Miałem konsultację z pokładową pielęgniarką, dostałem podstawki pod monitor i stopy i okazało się, że wystarczy pilnować się i siedzieć prosto (co nie jest takie łatwe) - i sytuacja się poprawia.
Do zeszłego tygodnia, kiedy chyba mi coś "wyskoczyło".
Po długim weekendzie, kiedy to wyjątkowo dużo czasu poświęciłem na fotogalerie już we wtorek od rana czułem "uwieranie w plecach". Przez cały zeszły tydzień było tylko gorzej i tym razem czuję, że jest to chyba coś bardziej zaawansowanego.
Trochę zaczynam się niepokoić.
Po części rozumiem mój kręgosłup, były czasy że go nie oszczędzałem: od kiedy posiadłem pierwszego laptopa to korzystałem z niego wszędzie - tylko nie przy stole. Z najbardziej charakterystycznych miejsc, które pamiętam:
Jest poniedziałek rano - pierwsze co odczułem po przebudzeniu to delikatne ukłucie w plecach. Jest nieco lepiej niż było w piątek - dużo leżałem w weekend, ale i tak stanowczo za szybko na wizyty bólu w plecach.
No nic, przyglądam się uważnie mojemu rusztowaniu - jeśli nie będzie poprawy to chyba skorzystam z usług "kręglarza".
Rozmawiałem z chłopakami i mówią że w BlackRock jest Jeden Taki. Kolega miał podobny problem i po czterech sesjach ból przeszedł.
Póki co podnoszę się z legowiska i do tyrki ;-)
Osobnik ten to mój stały towarzysz od dobrych kilku lat. Ten Nieproszony Gość regularnie odwiedza mnie w okolicach środka tygodnia i pozostaje ze mną do soboty, kiedy to w weekend nie spędzam czasu siedząc za biurkiem.
Na początku pracy w AOL, kiedy nie mogłem się wpasować w nowe biurko ból powrócił z podwójną siłą. Miałem konsultację z pokładową pielęgniarką, dostałem podstawki pod monitor i stopy i okazało się, że wystarczy pilnować się i siedzieć prosto (co nie jest takie łatwe) - i sytuacja się poprawia.
Do zeszłego tygodnia, kiedy chyba mi coś "wyskoczyło".
Po długim weekendzie, kiedy to wyjątkowo dużo czasu poświęciłem na fotogalerie już we wtorek od rana czułem "uwieranie w plecach". Przez cały zeszły tydzień było tylko gorzej i tym razem czuję, że jest to chyba coś bardziej zaawansowanego.
Trochę zaczynam się niepokoić.
Po części rozumiem mój kręgosłup, były czasy że go nie oszczędzałem: od kiedy posiadłem pierwszego laptopa to korzystałem z niego wszędzie - tylko nie przy stole. Z najbardziej charakterystycznych miejsc, które pamiętam:
- długie wieczory na klęczkach przy klasycznym kwadratowym, niskim stoliczku z Ikei,
- pamiętam, że był okres kiedy ten stoliczek zupełnie wystawiałem z kącika i wówczas miałem do dyspozycji całkiem fajny kawałek podłogi. Parkiet w mieszkaniu na Rajdowej bardzo mi przypasował, nie mieliśmy tam żadnego dywanu, kącik był zaraz przy kaloryferze i było git ;),
- pozycja "kwiatu lotosu", z której po pewnym czasie zrezygnowałem gdyż miałem straszne mróweczki w nogach po dłuższej posiadówie,
- pozycja "z reklam" - czyli na brzuchu na łóżku - na dłuższą metę można wykończyć barki. Ja miewałem wrażenie, że szyja mi się zapada w tułowie,
- przy kanapie na podłodze - tutaj sprzyjał mi tenże mebel z Rajdowej, gdyż jest narożnikowy i można jednym bokiem oprzeć się o "zakręt" - lapek oczywiście na samej kanapie ale pamiętam, że strasznie się grzał więc nie uprawiałem tej pozycji zbyt często,
- na balkonie - (od czasu, kiedy położyliśmy z ojcem nowe płytki!), lapek na takim malutkim, niebieskim krzesełku Hani,
- blat w kuchni - zwłaszcza późnymi wieczorami kiedy Justyna wyganiała mnie z pokoju bo jej "szumiało" ;)
- wszystkie pozostałe kanapy w domu,
- wanna - tutaj bardziej jako widz - ostatnio bardzo to preferuję oglądając przez Internet wieczorne fakty w TVN24,
- łóżko - bardzo często ostatnio, tutaj w Dublinie zwłaszcza,
- no i oczywiście wuucee.
Jest poniedziałek rano - pierwsze co odczułem po przebudzeniu to delikatne ukłucie w plecach. Jest nieco lepiej niż było w piątek - dużo leżałem w weekend, ale i tak stanowczo za szybko na wizyty bólu w plecach.
No nic, przyglądam się uważnie mojemu rusztowaniu - jeśli nie będzie poprawy to chyba skorzystam z usług "kręglarza".
Rozmawiałem z chłopakami i mówią że w BlackRock jest Jeden Taki. Kolega miał podobny problem i po czterech sesjach ból przeszedł.
Póki co podnoszę się z legowiska i do tyrki ;-)
Re: Ból
Też to przerabiałem. Kręglarz jest fajny ale na krótką metę - po jakimś czasie ból powraca. Za to facet dał mi dobrą radę - wzmocnić mięśnie brzucha! - teraz robie sobie dwa razy w tygodniu kilka serii "brzuszków" - i od X czasu bólu nie ma. Dobre jest też pływanie - ale tu już trzeba zainwestować nieco więcej czasu.

