Kolega z pracy
taka mała historyjka
W moim drugim tygodniu pracy w AOL do grupy dołączył Nowy.
Nazwijmy go "P".
Działo się to około dwa miesiące temu a ponieważ obaj byliśmy nowi, oraz wspólnie pracowaliśmy nad projektem nasza znajomość nabrała znamiona zżycia: Lunch, kawa, Ridge Racer na PS3 w chillout room ;-).
Mogę śmiało powiedzieć, że P to pierwszy "prawdziwy" Irlandczyk, z którym tutaj się poznałem.
Ale do rzeczy:
Kolega P reprezentuje typ Pracownika, który nieustannie podąża za pracą i nie uznaje kompromisów. Miałem okazję zerknąć w jego CV. W obecnym wieku (34 lata) pracował już w przynajmniej 5 firmach (software engineer). Był między innym 6 lat w Anglii, pracował w Cork oraz przynajmniej w dwóch firmach w Dublinie.
Do AOL trafił na fixed-term contract, co można tłumaczyć jako umowę o pracę na czas określony (tutaj 6 miesięcy). Z tego co mówi obydwie strony nie wykluczają przedłużenia umowy.
Z początku myślałem, że ten rodzaj kontraktu jest z rodzaju tych "intratnych". Należy wspomnieć bowiem, że w Irlandii są generalnie dwa rodzaje świadczenia pracy na rynku IT:
Fixed term contract to umowa na czas określony płacona jak praca na stałe ale z góry określony jest termin zakończenia współpracy.
Żeby tego było mało to kilka razy P miał prawo poczuć się jak ten Gorszy. Oto przykład:
na spotkaniu grupowym pada hasło:
Firma funduje wszystkim pracownikom darmowy internet do domu. Jeśli jesteście zainteresowani to ...
P - Ty niestety nie jesteś objęty tym programem ponieważ jesteś na kontrakcie.
Takich historii było kilka i czasami robiło mi się faceta szkoda.
Wracamy do kolegi P:
Zakres obowiązków jaki został Mu przydzielony w AOL, mówiąc delikatnie, nie powalał na kolana. Odnoszę wrażenie, że etat został wygospodarowany nieco z rozpędu a w międzyczasie dokazało się, że duża część projektu została oddelegowana do naszego oddziału w Bangalore. Ja szacuję czas wykonania tego zadania na tydzień aby zamknąć proces od deski do deski.
Przechodziłem coś podobnego na własnej skórze z samego początku mojej pracy tutaj - przez około miesiąc pytałem siebie "co ja tutaj robie? i czemu nic nie robię? nudzę się! to nie jest rozwój zawodowy!". Jednak po miesiącu moje zadanie wyklarowały się i nuda minęła.
Tak więc kiedy podobne rozterki przechodził P mówiłem Mu - "spokojnie, chyba każdy nowy tak tutaj ma. Po prostu czekaj i rób swoje..." (to ostatnie zdanie brzmi nieco złośliwie ;)
Minął jednak "regulaminowy" okres i w dalszym ciągu nic się nie zmieniało.
Po okresie śmiania się z tego (płacą mi za nicnierobienie!) P zaczął się coraz bardziej irytować. Dodatkowego kwaśnego smaku dodawał fakt, że nawet ten minimalny zakres obowiązków jaki mu przydzielono mijał się sporo od opisu stanowiska na jakie się tutaj zatrudniał.
Około dwa tygodnie temu P miał rozmowę z naszym Managerem z której wywnioskował, że nie będzie przedłużenia jego kontraktu. Inaczej mówiąc dostał niejawny sygnał, że jego praca w AOL będzie kończyła się w połowie stycznia 2008.
Sytuacja jak dla mnie żenująca:
Oczywiście - szuka innej pracy.
Spodziewam się, że P w ciągu tygodnia podejmie decyzję - już skontaktował się z Rekruterami i wspominał mi o kilku ofertach.
Poza tym w przyszłym tygodniu wziął urlop na Piątek...
Patrząc na swój czubek nosa nie nastraja mnie to optymistycznie - pierwsza spora wpadka AOL jaką mam okazję widzieć od środka.
Nazwijmy go "P".
Działo się to około dwa miesiące temu a ponieważ obaj byliśmy nowi, oraz wspólnie pracowaliśmy nad projektem nasza znajomość nabrała znamiona zżycia: Lunch, kawa, Ridge Racer na PS3 w chillout room ;-).
Mogę śmiało powiedzieć, że P to pierwszy "prawdziwy" Irlandczyk, z którym tutaj się poznałem.
Ale do rzeczy:
Kolega P reprezentuje typ Pracownika, który nieustannie podąża za pracą i nie uznaje kompromisów. Miałem okazję zerknąć w jego CV. W obecnym wieku (34 lata) pracował już w przynajmniej 5 firmach (software engineer). Był między innym 6 lat w Anglii, pracował w Cork oraz przynajmniej w dwóch firmach w Dublinie.
Do AOL trafił na fixed-term contract, co można tłumaczyć jako umowę o pracę na czas określony (tutaj 6 miesięcy). Z tego co mówi obydwie strony nie wykluczają przedłużenia umowy.
Z początku myślałem, że ten rodzaj kontraktu jest z rodzaju tych "intratnych". Należy wspomnieć bowiem, że w Irlandii są generalnie dwa rodzaje świadczenia pracy na rynku IT:
- Praca na stałe (tzw. permanent). Jest to po prostu Polski odpowiednik umowy o pracę na czas niekreślony. W takiej sytuacji jesteś "pełnym" pracownikiem firmy, obejmują Cię wszystkie bonusy (np. dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne opłacane przez firmę), masz prawo do płatnego urlopu itp. Ten rodzaj zatrudnienia jest stabilnym sposobem na pracę dla tych, którzy z Firmą planują wiązać się na dłuższy czas. Dla przykładu poniżej nie minę się z prawdą, kiedy napiszę że średnia pensja Inżyniera Oprogramowania w takim etacie to 50 tys EUR rocznie.
- Praca na Kontraktach. To jest coś dla "najemników". Firma potrzebuje człowieka do wykonania konkretnej pracy w takim i takim czasie. Nie chce tworzyć nowego stałego etatu, nie chce zatrudniać człowieka na stałe. Kontraktor ma po prostu zacząć jutro, zrobić swoje i zniknąć. Nie uczestniczy w firmowych bonusach, nie ma prawa do płatnego urlopu, sam dba o swoje składki emerytalne. Wygląda to gorzej w porównanie z permanent ? Nie do końca, ponieważ kontrakty są bardzo dobrze płatne. Tutaj stawka potrafi wynosić nawet 400EUR za dzień wypłacane do ręki(!). Jest to cena za brak poczucia stabilności, za liczenie się z tym, że za jakiś niedługi czas praca się kończy i znowu trzeba się rozglądać za czymś nowym itp. Generalnie ten rodzaj zajęcia jest dla singli, którzy nie są jeszcze uwiązani do jednego miejsca z powodu rodziny, szkoły, pracy żony itp.
Fixed term contract to umowa na czas określony płacona jak praca na stałe ale z góry określony jest termin zakończenia współpracy.
Żeby tego było mało to kilka razy P miał prawo poczuć się jak ten Gorszy. Oto przykład:
na spotkaniu grupowym pada hasło:
Firma funduje wszystkim pracownikom darmowy internet do domu. Jeśli jesteście zainteresowani to ...
P - Ty niestety nie jesteś objęty tym programem ponieważ jesteś na kontrakcie.
Takich historii było kilka i czasami robiło mi się faceta szkoda.
Wracamy do kolegi P:
Zakres obowiązków jaki został Mu przydzielony w AOL, mówiąc delikatnie, nie powalał na kolana. Odnoszę wrażenie, że etat został wygospodarowany nieco z rozpędu a w międzyczasie dokazało się, że duża część projektu została oddelegowana do naszego oddziału w Bangalore. Ja szacuję czas wykonania tego zadania na tydzień aby zamknąć proces od deski do deski.
Przechodziłem coś podobnego na własnej skórze z samego początku mojej pracy tutaj - przez około miesiąc pytałem siebie "co ja tutaj robie? i czemu nic nie robię? nudzę się! to nie jest rozwój zawodowy!". Jednak po miesiącu moje zadanie wyklarowały się i nuda minęła.
Tak więc kiedy podobne rozterki przechodził P mówiłem Mu - "spokojnie, chyba każdy nowy tak tutaj ma. Po prostu czekaj i rób swoje..." (to ostatnie zdanie brzmi nieco złośliwie ;)
Minął jednak "regulaminowy" okres i w dalszym ciągu nic się nie zmieniało.
Po okresie śmiania się z tego (płacą mi za nicnierobienie!) P zaczął się coraz bardziej irytować. Dodatkowego kwaśnego smaku dodawał fakt, że nawet ten minimalny zakres obowiązków jaki mu przydzielono mijał się sporo od opisu stanowiska na jakie się tutaj zatrudniał.
Około dwa tygodnie temu P miał rozmowę z naszym Managerem z której wywnioskował, że nie będzie przedłużenia jego kontraktu. Inaczej mówiąc dostał niejawny sygnał, że jego praca w AOL będzie kończyła się w połowie stycznia 2008.
Sytuacja jak dla mnie żenująca:
- Poważna firma zatrudnia Poważnego człowieka, podpisuje z Nim umowę o współpracy płacąc za to poważne pieniądze.
- Przez następne kilka tygodni klaruje się, że tak naprawdę to dla człowieka nie ma tutaj konkretnej pracy.
- To co zostaje Mu przydzielone jest jakąś nędzną namiastką wyzwań i specjalizacji, o których była mowa na rozmowie wstępnej.
- Jedyny plus to taki, że wydaje się, że firma nie będzie skracała czasu trwania kontraktu (chociaż prawnie może to zrobić) i do końca będzie przydzielała człowiekowi jakieś "roboty interwencyjne".
Oczywiście - szuka innej pracy.
Spodziewam się, że P w ciągu tygodnia podejmie decyzję - już skontaktował się z Rekruterami i wspominał mi o kilku ofertach.
Poza tym w przyszłym tygodniu wziął urlop na Piątek...
Patrząc na swój czubek nosa nie nastraja mnie to optymistycznie - pierwsza spora wpadka AOL jaką mam okazję widzieć od środka.

