Trochę o pracy
czyli AOL od środka
Wielu znajomych pyta mnie: no i jak? jak Ci się pracuje? jakie wrażenia?
No więc odpowiadam ;-)
Pracuję w irlandzkim oddziale America Online na stanowisku Software Developera.
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)

Firma usytuowana jest na przedmieściach Dublinia w dzielnicy CityWest. Podejrzewam, że kilkanaście lat temu była to mała wioseczka pod Dublinem. Dziś po wielu inwestycjach w okolicy i dzięki obecności drogi wylotowej N7 okolica zyskała na znaczeniu i została wciągnięta do Dublina. Podgląd na Yahoo Maps.
Poniżej statyczna fotka mojej okolicy.
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)

Po prawej stronie widać drogę w postaci owalu (no może nieco kanciatego). Jest to wewnętrzna droga Citywest Business Park. Na tym terenie jest kilka biurowców w których siedziby mają Neste, Sage (taki polski softbank ;) ), Meteor (Irlandzka telefonia komórkowa), Roche (to chyba międzynarodowe farmaceutyki), AIB (bank), AOL i kila innych firm. Zupełnie przypadkowo budynek AOL to ten najjaśniejszy prostokąt w prawym górnym rogu mapki;)
Ta wewnętrzna droga obiegająca business park nie bez powodu nazywa się Lake Drive. Jest tutaj oczko wodne, uregulowane, obsadzone i co najważniejsze: zamieszkane ;-):
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)

Jeszcze nieco irlandzkiej trzciny ;)...
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)

Nagrałem rownież poglądowy filmik ;) z tej okolicy. Niestety YouTube nie chce go przetworzyć więc kto zainteresowany to musi pobrać go z linku poniżej i odtworzyć w QuickTime Player (download odtwarzacza tutaj).
Filmik do pobrania - Citywest Business Park (9MB, 30 sek.).
Pierwszy dzień pracy to 6 godzin zapoznawania się obiektem, zasadami i poszczególnymi departamentami. Siedzieliśmy z Cliffem (zaczął razem ze mną) na sali konferencyjnej i przewijali się różni ludzie: pani z HR która przedstawiła nam zasady policies jakimi kieruje się firma: nie palimy, nie pijemy, wszyscy są równi, nie ma mobbingu itp...Potem była kobieta z finansów i przedstawiała kwestie rozliczeń wyjazdów służbowych, zasady bonusowania itp... Oprócz tego byli ludzie z IC (powiedzmy - helpdesk), pielęgniarka z bardzo interesującym i poglądowym filmem jak siedzieć prosto przy biurku plus złote myśli typu nie łap za nagie przewody wystające z gniazdka itp...
Po tym wszystkim w końcu przekazano nas naszym bezpośrednim przełożonym.
Stanowiska pracy są typu "matrix" - każdy pracownik ma swój box z przynajmniej dwoma PCtami na którym na dzień dobry zainstalowany jest Linux, Windows XP. Nie ma wyraźniego wskazania, jakiego systemu używasz, jakiego IDE oraz jakie masz zainstalowane oprogramowanie. Jest tylko ustna zasada, że oprogramowanie nie może byc pirackie oraz jego zainstalowanie ma być uzasadnione z punktu widzenia wykonywanych obowiązków
Dzionek w pracy:
zaczynamy koło 9tej, przerwa godzinna na lunch jest o 12.30, kończymy o 17.30 (w piątki o 16.30). Oprócz tego formalnie gwarantowane są jeszcze dwie przerwy 15 minutowe - praktyka pokazuje, że każdy korzysta z tego jak sam uważa i obowiązki mu na to pozwalają.
Śniadanie i lunch można zjeść w firmowej kantynie.
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)
Jak dla mnie za dużo ostrych i smażonych dań, aczkolwiek zawsze są dwa do wyboru i da się coś gotowanego z warzywami wybrać. Na lunch zawsze też jest jakaś zupa i deser (zwykle jak to określił znajomy absolutly average - co potwierdzam własnoręcznie (własnoustnie?) ). Za lunch i śniadanie płacimy, niemniej posiłki są częściowo subsydiowane przez firmę i średni obiad można mieć za ok 5EUR (na mieście coś podobnego ok 10EUR).
Po lunchu większość uwala się na kanapach w korytarzach albo idzie do relax room - na bilarda, piłkarzyki.
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)
Co niektórzy łapią się za konsole ale nie jest to chyba najlepszy sposób relaksu dla oczu przed kolejnymi kilkoma godzinami przed komputerem...
Generalnie nie ma jakichś specjalnych obostrzeń co do korzystania z tych zabawek - obowiązuje zasada zdrowego rozsądku i nienadużywania kosztem powierzonych obowiązków.
Głowna siedziba AOL jest usytuowana w Dulles w Stanach. Oprócz tego jest też oddział w Dublinie oraz w Bangalore (Indie).
W projektach zwykle uczestniczą ludzie z każdego z tych oddziałów więc istnieje potrzeba komunikacji bieżącej - stąd w każdym z oddziałów jest specjalna sala konferencyjna powalająca prowadzić wideokonferencje. Sala przypomina kameralne kino, ma cztery spore telebimy i dobre nagłośnienie. na dwóch telebimach wyśwetlay jest obraz z sal w us i/lub Indiach a na dwóch skrajnych jest coś w rodzaju zdalnego pulpitu - dzięki czemu wszyscy widzą omawiane dokumenty, prezentacje itp...
Przebieg konferencji: zwykle dużo mówią amerykanie z hindusami (przynajmniej w moich projektach) - Dublin raczej, delikatnie mówiąc, słucha...
Jedno ze spotkań utkwiło mi w pamięci:
zaraz po tym jak usiadłem (a nieco się spóźniłem) zorientowałem się że coś nie gra...Aha - widzę stany, widzę hindusów ale nie ma podglądu pulpitu! No nic - nie byłem od początku no to nie wiem - może tak musi być... Z naszej strony siedziało jeszcze dwóch kolegów.
Z w.w. powodów po kilku chwilach słuchania ;) prezentacji zacząłem się rozglądać na boki. No i co widzę: Przede mną dwóch kolegów z grupy z laptopami coś dyskretnie tam uskutecznia. No tak - jeden płaci za komórkę, drugi czatuje. Po kilkunastu minutach kiedy już chyba im się wyczerpały pomysły jeden z nich podniósł głowę i zorientował się że nie ma podglądu pupitów!. Z nieukrywaną niechęcią podniósł się, przechylił przez stół do komputera obsługującego telebimy i ruszył myszką...
Podgląd pulpitu pojawił się znienacka!...
Niestety, nie było mi dane cieszyć zbyt długo oczu widokiem prezentacji. Po ok 10 minutach pojawił się monit systemowy, że za 5 minut kończy się czas rezerwowany na ten meeting. Faktycznie po tym czasie ekrany zrobiły się czarne i pojawił się napis - TIME IS UP.
W 5 sekund później obydwa laptopy zamknęły się z trzaskiem i w kolejne 20 sekund zostałem na sali sam ;)
Gwoli wyjaśnienia dodam, że akurat tego dnia nie było naszego szefa.
Z innych spraw:
praca bieżąca to oczywiście większość czasu przy komputerze ale również spotkania, dyskusje itp... Raz na tydzień mamy spotkanie całej grupy (5 osób) - generalnie manager przekazuje nam sprawy bieżące firmy, raczej nie rozmawiamy o projektach.
Raz na tydzień każdy ma osobiste spotkanie 1-1 z managerem. To czas na poruszenie ew. tematów o których nie chcemy mówić na szerszym forum.
Oprócz tego mamy oczywiście spotkania typowo robocze, gdzie omawiamy techniczne aspekty projektow. Jest kilka pokojów przeznaczonych do tego typu 'imprez' - obowiązkowe wyposażenie to kanapy plus białe, zmywalne ściany do ilustrowania pomysłów za pomocą pisaka nitro...
Na koniec jeszcze dwie fotki z holu przy wejściu, na jednej z nich nasz ochroniarz. Bardzo sympatyczny starszy Pan - to ten który pierwszego dnia przywitał mnie: Witaj, to Ty jesteś ten nowy? Witamy w AOL. ;)
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)
Zgodnie z sugestią Michała wycofałem niektóre fotki ze strony. Faktycznie mogły naruszać politykę poufności - jutro zorientuję się w firmowym Intraniecie co i jak, i ew. fotki przywrócę...
No więc odpowiadam ;-)
Pracuję w irlandzkim oddziale America Online na stanowisku Software Developera.
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)

Firma usytuowana jest na przedmieściach Dublinia w dzielnicy CityWest. Podejrzewam, że kilkanaście lat temu była to mała wioseczka pod Dublinem. Dziś po wielu inwestycjach w okolicy i dzięki obecności drogi wylotowej N7 okolica zyskała na znaczeniu i została wciągnięta do Dublina. Podgląd na Yahoo Maps.
Poniżej statyczna fotka mojej okolicy.
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)

Po prawej stronie widać drogę w postaci owalu (no może nieco kanciatego). Jest to wewnętrzna droga Citywest Business Park. Na tym terenie jest kilka biurowców w których siedziby mają Neste, Sage (taki polski softbank ;) ), Meteor (Irlandzka telefonia komórkowa), Roche (to chyba międzynarodowe farmaceutyki), AIB (bank), AOL i kila innych firm. Zupełnie przypadkowo budynek AOL to ten najjaśniejszy prostokąt w prawym górnym rogu mapki;)
Ta wewnętrzna droga obiegająca business park nie bez powodu nazywa się Lake Drive. Jest tutaj oczko wodne, uregulowane, obsadzone i co najważniejsze: zamieszkane ;-):
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)

Jeszcze nieco irlandzkiej trzciny ;)...
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)

Nagrałem rownież poglądowy filmik ;) z tej okolicy. Niestety YouTube nie chce go przetworzyć więc kto zainteresowany to musi pobrać go z linku poniżej i odtworzyć w QuickTime Player (download odtwarzacza tutaj).
Filmik do pobrania - Citywest Business Park (9MB, 30 sek.).
Pierwszy dzień pracy to 6 godzin zapoznawania się obiektem, zasadami i poszczególnymi departamentami. Siedzieliśmy z Cliffem (zaczął razem ze mną) na sali konferencyjnej i przewijali się różni ludzie: pani z HR która przedstawiła nam zasady policies jakimi kieruje się firma: nie palimy, nie pijemy, wszyscy są równi, nie ma mobbingu itp...Potem była kobieta z finansów i przedstawiała kwestie rozliczeń wyjazdów służbowych, zasady bonusowania itp... Oprócz tego byli ludzie z IC (powiedzmy - helpdesk), pielęgniarka z bardzo interesującym i poglądowym filmem jak siedzieć prosto przy biurku plus złote myśli typu nie łap za nagie przewody wystające z gniazdka itp...
Po tym wszystkim w końcu przekazano nas naszym bezpośrednim przełożonym.
Stanowiska pracy są typu "matrix" - każdy pracownik ma swój box z przynajmniej dwoma PCtami na którym na dzień dobry zainstalowany jest Linux, Windows XP. Nie ma wyraźniego wskazania, jakiego systemu używasz, jakiego IDE oraz jakie masz zainstalowane oprogramowanie. Jest tylko ustna zasada, że oprogramowanie nie może byc pirackie oraz jego zainstalowanie ma być uzasadnione z punktu widzenia wykonywanych obowiązków
Dzionek w pracy:
zaczynamy koło 9tej, przerwa godzinna na lunch jest o 12.30, kończymy o 17.30 (w piątki o 16.30). Oprócz tego formalnie gwarantowane są jeszcze dwie przerwy 15 minutowe - praktyka pokazuje, że każdy korzysta z tego jak sam uważa i obowiązki mu na to pozwalają.
Śniadanie i lunch można zjeść w firmowej kantynie.
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)
Jak dla mnie za dużo ostrych i smażonych dań, aczkolwiek zawsze są dwa do wyboru i da się coś gotowanego z warzywami wybrać. Na lunch zawsze też jest jakaś zupa i deser (zwykle jak to określił znajomy absolutly average - co potwierdzam własnoręcznie (własnoustnie?) ). Za lunch i śniadanie płacimy, niemniej posiłki są częściowo subsydiowane przez firmę i średni obiad można mieć za ok 5EUR (na mieście coś podobnego ok 10EUR).
Po lunchu większość uwala się na kanapach w korytarzach albo idzie do relax room - na bilarda, piłkarzyki.
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)
Co niektórzy łapią się za konsole ale nie jest to chyba najlepszy sposób relaksu dla oczu przed kolejnymi kilkoma godzinami przed komputerem...
Generalnie nie ma jakichś specjalnych obostrzeń co do korzystania z tych zabawek - obowiązuje zasada zdrowego rozsądku i nienadużywania kosztem powierzonych obowiązków.
Głowna siedziba AOL jest usytuowana w Dulles w Stanach. Oprócz tego jest też oddział w Dublinie oraz w Bangalore (Indie).
W projektach zwykle uczestniczą ludzie z każdego z tych oddziałów więc istnieje potrzeba komunikacji bieżącej - stąd w każdym z oddziałów jest specjalna sala konferencyjna powalająca prowadzić wideokonferencje. Sala przypomina kameralne kino, ma cztery spore telebimy i dobre nagłośnienie. na dwóch telebimach wyśwetlay jest obraz z sal w us i/lub Indiach a na dwóch skrajnych jest coś w rodzaju zdalnego pulpitu - dzięki czemu wszyscy widzą omawiane dokumenty, prezentacje itp...
Przebieg konferencji: zwykle dużo mówią amerykanie z hindusami (przynajmniej w moich projektach) - Dublin raczej, delikatnie mówiąc, słucha...
Jedno ze spotkań utkwiło mi w pamięci:
zaraz po tym jak usiadłem (a nieco się spóźniłem) zorientowałem się że coś nie gra...Aha - widzę stany, widzę hindusów ale nie ma podglądu pulpitu! No nic - nie byłem od początku no to nie wiem - może tak musi być... Z naszej strony siedziało jeszcze dwóch kolegów.
Z w.w. powodów po kilku chwilach słuchania ;) prezentacji zacząłem się rozglądać na boki. No i co widzę: Przede mną dwóch kolegów z grupy z laptopami coś dyskretnie tam uskutecznia. No tak - jeden płaci za komórkę, drugi czatuje. Po kilkunastu minutach kiedy już chyba im się wyczerpały pomysły jeden z nich podniósł głowę i zorientował się że nie ma podglądu pupitów!. Z nieukrywaną niechęcią podniósł się, przechylił przez stół do komputera obsługującego telebimy i ruszył myszką...
Podgląd pulpitu pojawił się znienacka!...
Niestety, nie było mi dane cieszyć zbyt długo oczu widokiem prezentacji. Po ok 10 minutach pojawił się monit systemowy, że za 5 minut kończy się czas rezerwowany na ten meeting. Faktycznie po tym czasie ekrany zrobiły się czarne i pojawił się napis - TIME IS UP.
W 5 sekund później obydwa laptopy zamknęły się z trzaskiem i w kolejne 20 sekund zostałem na sali sam ;)
Gwoli wyjaśnienia dodam, że akurat tego dnia nie było naszego szefa.
Z innych spraw:
praca bieżąca to oczywiście większość czasu przy komputerze ale również spotkania, dyskusje itp... Raz na tydzień mamy spotkanie całej grupy (5 osób) - generalnie manager przekazuje nam sprawy bieżące firmy, raczej nie rozmawiamy o projektach.
Raz na tydzień każdy ma osobiste spotkanie 1-1 z managerem. To czas na poruszenie ew. tematów o których nie chcemy mówić na szerszym forum.
Oprócz tego mamy oczywiście spotkania typowo robocze, gdzie omawiamy techniczne aspekty projektow. Jest kilka pokojów przeznaczonych do tego typu 'imprez' - obowiązkowe wyposażenie to kanapy plus białe, zmywalne ściany do ilustrowania pomysłów za pomocą pisaka nitro...
Na koniec jeszcze dwie fotki z holu przy wejściu, na jednej z nich nasz ochroniarz. Bardzo sympatyczny starszy Pan - to ten który pierwszego dnia przywitał mnie: Witaj, to Ty jesteś ten nowy? Witamy w AOL. ;)
(kliknij prawą myszą i wybierz 'pokaż obrazek' aby powiększyć)
Zgodnie z sugestią Michała wycofałem niektóre fotki ze strony. Faktycznie mogły naruszać politykę poufności - jutro zorientuję się w firmowym Intraniecie co i jak, i ew. fotki przywrócę...
Re: Trochę o pracy
Wygląda to pięknie!
A jak z obciążeniem pracą - masz jakieś deadliny, etc.? Czy wyrabiasz się jednym palcem bez problemu?
Czy przyjazna atmosfera jest prawdziwa, czy powierzchniowa? Czy już poczułeś się związany z firmą? Można się zaprzyjaźnić z ludźmi tak jak u nas?
No, a jak daleko masz do domu z pracy?
Czekamy na dalsze relacje.
Re: Trochę o pracy
Jeśli chodzi o obciążenie pracą to mówiąc szczerze: nudzę się.
Ale powodem nie jest to, że jestem 'szybki bill' ale po prostu machina rozkręca się bardzo powoli. I nie jest to tylko moje wrażenie, ponieważ dwa tygodnie po mnie pojawił się nowy kolega i ma podobne spostrzeżenia. Był wręcz zaniepokojony sytuacją i postanowił wspomnieć o tym Managerowi wychodząc z założenia że lepiej jeśli on to zrobi, niż Manager miałby się nagle zorientować: Patryk, a ty co właściwie zrobiłeś?
Angażuję, się jednak coraz bardziej w projekt Autos - nową stronę o samochodach na AOL. Pracuję przy przetwarzaniu danych o ofertach sprzedaży (coś w rodzaju allegro) - czuje że zostanę znawcą amerykańskiego motorynku ;).
Generalnie spostrzeżenie mam takie, że projekt prowadzony jest w sposób bardzo drobiazgowy. Na początku byłem zadziwiony taką sporą grupą managerów projektu, kierowników grupy itp. Odkryłem jednak zasadę i widzę, że ma to ręce i nogi:
- manager każdego stopnia opiekuje się max. 5 osobami. Dzięki temu ma dla każdego czas i nie wygląda na 'rozrywanego' telefonami, zawsze ma czas aby podpowiedzieć, wytłumaczyć itp... Dla nowego jakim jestem to bardzo przydatna sprawa...
Więcej: jest nawet regulaminowa godzina co dwa tygodnie na spotkanie 1-1 z Twoim Managerem. To fajne jest, bo jeśli ma się takie poczucie, że tego i tego dnia będziesz miał spotkanie z managerem, to pewne tematy możesz sobie przyszykować i wtedy poruszyć (oczywiście jeśli nie są pilne...)
Jeśli chodzi o terminy i deadliny, to w związku z projektem mamy spotkania robocze całej grupy. Godzinne. Codziennie.
Na spotkania tych zawsze pada sakramentalne pytanie: co od wczoraj wykonałeś z planów? Co przed tobą na next day?
Kłopotliwe to jest, bo czasami głupio powiedzieć - "niewiele" (a taka jest prawda).
Podsumowując: ciśnienia nie ma, są małe kroczki - ale sukcesywnie, regularnie i do przodu. I to jest dla mnie zupełna nowość, w której uczestniczę z coraz większym zachwytem.
Jeśli chodzi o znajomości: rozwijają się, staram się łapać kontakty. Powoli sie zaznajamiam, jestem pewien, że to kwestia czasu. Generalnie nie ma tutaj jakiejś specjalnej różnicy w porównaniu z PL.
Zauważyłem, że stosowana jest zasada rotacji. Właśnie dzisiaj się dowiedziałem, że mój kolega z boksu obok siedzi tutaj od 2 miesięcy, wcześniej był w zupełnie innej grupie, jeszcze gdzieś indziej itp....
I to mi wyjaśnia zagadkę dlaczego w kantynie większość ludzi się zna, mimo, że nie pracują bezpośrednio ze sobą!
Ale powodem nie jest to, że jestem 'szybki bill' ale po prostu machina rozkręca się bardzo powoli. I nie jest to tylko moje wrażenie, ponieważ dwa tygodnie po mnie pojawił się nowy kolega i ma podobne spostrzeżenia. Był wręcz zaniepokojony sytuacją i postanowił wspomnieć o tym Managerowi wychodząc z założenia że lepiej jeśli on to zrobi, niż Manager miałby się nagle zorientować: Patryk, a ty co właściwie zrobiłeś?
Angażuję, się jednak coraz bardziej w projekt Autos - nową stronę o samochodach na AOL. Pracuję przy przetwarzaniu danych o ofertach sprzedaży (coś w rodzaju allegro) - czuje że zostanę znawcą amerykańskiego motorynku ;).
Generalnie spostrzeżenie mam takie, że projekt prowadzony jest w sposób bardzo drobiazgowy. Na początku byłem zadziwiony taką sporą grupą managerów projektu, kierowników grupy itp. Odkryłem jednak zasadę i widzę, że ma to ręce i nogi:
- manager każdego stopnia opiekuje się max. 5 osobami. Dzięki temu ma dla każdego czas i nie wygląda na 'rozrywanego' telefonami, zawsze ma czas aby podpowiedzieć, wytłumaczyć itp... Dla nowego jakim jestem to bardzo przydatna sprawa...
Więcej: jest nawet regulaminowa godzina co dwa tygodnie na spotkanie 1-1 z Twoim Managerem. To fajne jest, bo jeśli ma się takie poczucie, że tego i tego dnia będziesz miał spotkanie z managerem, to pewne tematy możesz sobie przyszykować i wtedy poruszyć (oczywiście jeśli nie są pilne...)
Jeśli chodzi o terminy i deadliny, to w związku z projektem mamy spotkania robocze całej grupy. Godzinne. Codziennie.
Na spotkania tych zawsze pada sakramentalne pytanie: co od wczoraj wykonałeś z planów? Co przed tobą na next day?
Kłopotliwe to jest, bo czasami głupio powiedzieć - "niewiele" (a taka jest prawda).
Podsumowując: ciśnienia nie ma, są małe kroczki - ale sukcesywnie, regularnie i do przodu. I to jest dla mnie zupełna nowość, w której uczestniczę z coraz większym zachwytem.
Jeśli chodzi o znajomości: rozwijają się, staram się łapać kontakty. Powoli sie zaznajamiam, jestem pewien, że to kwestia czasu. Generalnie nie ma tutaj jakiejś specjalnej różnicy w porównaniu z PL.
Zauważyłem, że stosowana jest zasada rotacji. Właśnie dzisiaj się dowiedziałem, że mój kolega z boksu obok siedzi tutaj od 2 miesięcy, wcześniej był w zupełnie innej grupie, jeszcze gdzieś indziej itp....
I to mi wyjaśnia zagadkę dlaczego w kantynie większość ludzi się zna, mimo, że nie pracują bezpośrednio ze sobą!

