RSS feed
<< Wyszukane w sieci | Home | Złota myśl na dziś >>

Jak trafiłem tu gdzie obecnie jestem...

cd. moja droga do Irlandii

Ostatnim razem zatrzymaliśmy się na etapie znalezienia pracy w Azymucie.
Był luty 2001 roku.

Pierwsze co mnie uderzyło w pierwszych miesiącach pracy to ...wypas. Tak - to chyba odpowiednie słowo na zwyczaje panujące w tamtym czasie w Azymucie. Kiedy się tam zjawiłem to firma była chyba w drugim roku działalności. Wyniki ekonomiczne były sporo poniżej kreski, ale jak mniemam ciągle zgodne z biznesplanem. Stąd nie przywiązywano do tego olbrzymiej wagi.

Przykłady?
Azymut zatrudnia przedstawicieli handlowych, każdy z nich ma samochód służbowy. Krążyły legendy o wyposażeniu tych półciężarowych autek - zwłaszcza jeśli chodzi o modele radyjek.
A z takich poważniejszych historii - firma działała na bazie logistyki zbudowanej przez PWN, była spółką-córką. Odziedziczyła dość znaczną infrastrukturę co oznaczało osiem oddziałów w całej Polsce, w każdym z nich magazyn plus przynajmniej 10 osób. To naprawdę sporo jak na firmę działającą w branży wydawniczej która z natury nie należy do najbogatszych (tak - książka w Polsce jest towarem luksusowym, na który trzeba sobie "pozwalać").
Aha jeszcze jedna sprawa - dostałem na początek naprawdę przyzwoite pieniądze! Stać nas było na wynajęcie mieszkania (chyba ok 700pln mies) plus w miarę dostatnie życie. Dodatkowo była jeszcze pensja Justyny (aktualnie na urlopie macierzyńskim i wychowawczym) - którą odkładaliśmy w całości.

Azymut to moja pierwsza "prawdziwa" praca. Wiecie: taka pasująca w dorosły tryb życia (żona, córka). Wstawałem o przyzwoitej porze, ok 30 minut tramwajami na Senatorską w Łodzi. Po pracy grzecznie do domku... Czułem się bardzo na miejscu!

A co z Piotrkiem?
Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy ja wystartowałem w Azymucie, On otrzymał posadę w niedawno powstałym banku.

Rozdroże
Gdzieś tak po kilku miesiącach pracy odezwał się bank Piotrka. Okazało się, że moje CV z początku roku zostało wyciągnięte z szuflady i w związku z tym otrzymałem propozycje pracy. Praca w bankowości z definicji wygląda lepiej niż w branży wydawniczej więc po kilku dniach zdecydowałem się tam przejść - o czym poinformowałem firmę. Nie była to dla mnie jakaś trudna decyzja ponieważ na przykładzie Piotra posada wyglądała na stabilną, dobrze płatną i ciekawą.
Ale tutaj zadziałał wolny rynek! Azymut zaoferował mi naprawdę nieprzyzwoicie wysoką podwyżkę (oczywiście z punktu widzenia młodego informatyka na łódzkim rynku pracy - nie należącym do tych najbogatszych...).
No cóż - przyznaję, że forsa przyćmiła mi inne aspekty pracy. I zdecydowałem się zostać w Azymucie. Jak się okazało na sześć wspaniałych lat.

Jak oceniam tą decyzję z perspektywy czasu?
Powiem tak: pozostanie w Azymucie było dobrą decyzją, przejście do banku prawdopodobnie było by jeszcze lepszą...;)

Kolejne kilka latek to regularna praca, dom, rodzina.
We wrześniu 2001 urodził się nam Kubuś. Znajomi (w większości ciągle single) śmiali się, że byliśmy wzorcową rodzinką 2+2 ! ;-) Jeszcze mieszkanie, samochód, jasne spojrzenie w przyszłość i możemy startować na plakaty wyborcze elpeeeru;-))

Niedawno przy okazji pożegnania ktoś z kierownictwa Azymutu poprosił mnie o opinię jak Ci się tutaj pracowało?
Odpowiedź jest prosta: dobrze. Sporo zawdzięczam posadzie w Azymucie: moja rodzina osiągnęła stabilizację finansową, osiedliliśmy się w Łodzi (własne "M"), pojawiło się autko, które było już niezbędne przy dwójce małych kajtków ;-). Co więcej? Nigdy nie było problemów z w wypłatami, płaceniem z urlop itp, dodatkami za wczasy pod gruszą itp...... Warto o tym wspominać gdyż nie we wszystkich firmach tak bywa.

No to skoro tak słodko to czemu nie ma mnie dalej w Azymucie?
Pragnąłem dalszego rozwoju zawodowego a ostatnie kilka miesięcy tam pokazały, że w najbliższym czasie niewiele się zmieni w mojej "ścieżce". Chyba oczekiwałem zachowań korporacyjnych od firmy, która gigantem nie była...
Pierwsze oznaki niedosytu zacząłem odczuwać na początku 2007 kiedy byłem w połowie podyplomowych studiów "zarządzanie IT". Niektóre sprawy w firmie zacząłem postrzegać inaczej niż dotychczas je widziałem - krótko mówiąc uznałem, że nie są prowadzone zgodnie z kanonami zarządzania.
Ciągle też spotykałem się z problemem skali - firma była za mała aby pewne rozwiązania opłacało się wdrażać. I czułem z tego powodu narastający niedosyt.

Rozdroża part tu.
W połowie maja tego roku już bardzo poważnie myślałem o zmianie pracy - do tego stopnia, że rozpocząłem ostrożne badanie rynku pracy.
W ciągu następnych dwóch tygodni w związku z nowymi okolicznościami (o którychś kiedyś napiszę) nabrałem już tej pewności i zmieniłem tryb myślenia z CZY na GDZIE? Tutaj zobowiązany jestem aby powiedzieć, że jednym z kierunków była zagranica. Ta niezamknięta sprawa z przed 7miu lat gdzieś tam we mnie ciągle drążyła moją ciekawość...

Ale nie o ciekawość tutaj przede wszystkim chodziło - z czasem wzrosły nasze aspiracje finansowe.
Po urodzeniu Kuby zdecydowaliśmy z Justyną, że zostanie Ona przy dzieciach a ja będę utrzymywał budżet rodzinny - w Polsce bez naprawdę dobrej posady trudno temu sprostać i mimo, że funkcjonujemy już tak dobre kilka lat to bywało różnie... Z początkiem czerwca zdecydowaliśmy, że jeśli już mam zmienić pracę to NIE na inną posadę w łodzi, NIE na inną posadę w Warszawie tylko jak spadać to z wysokiego konia - czyli za granicą.
Decyzja wydawała się podjęta w dobrym momencie:
  • otworzył się rynek pracy w Unii i nie wyglądało to już tak niedostępnie jak 7 lat temu
  • dzieciaki są już "odchowane" ;) i moja nieobecność nie będzie już tak ciężka jak kilka lat temu, kiedy zostawiałbym Justynę z wrzeszczącymi maluchami...
  • nie bez znaczenia jest historia brata Justyny, który dwa lata temu wyemigrował do Irlandii i właśnie kilka lat temu "ściągnął" resztę swojej rodziny. Pierwsze koty za płoty zostały rzucone ;-))
  • Jednocześnie chyba był to ostatni dzwonek na takie decyzje - mam 33 lata i korzenie są już dość mocno zapuszczone w Łodzi. Późniejsza operacja przesadzania drzewa mogła by skończyć się porażką...

Zatem z początkiem czerwca tego roku rozpocząłem szukanie pracy w Irlandii.

cdn.
Tags :



Add a comment Send a TrackBack